Dzisiaj postanowiłem odświerzyć swoje wspomnienia i wyjąć z garażu motorek, który trzymam dla chłopaków. Postanowiłem go odkurzyć i dać im trochę radości z posiedzenia sobie i pokręcenia manetką gazu. Niestety od jakichś trzech lat go nie odpalałem. Był po remoncie silnika w poważnym serwisie, przejechał jakieś 200 km i zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Poprostu nie wkręcał się na obroty, nie jechał. Pomimo moich usilnych prób naprawy, a rozkręciłem, wyregulowałem i przedmuchałem prawie wszystko oprócz silnika, nie udało mi się nic zdziałać.
Dzisiaj nalałem troszeczkę paliwka, odpaliłem sprzęta i zacząłem wolniutko ile się dało pyrkać z dzieciakami, aby ich przewieźć. Mojego syna to nie zadowoliło i kazał mi motor naprawić. Ja rozłożyłem ręce i stwierdziłem, że nic z tego nie będzie, przecież sprawdziłem już wszystko. Moje podejrzenia były skierowane na przerywacz zapłonu, ale nigdzie drugiego nie mogłem kupić (nadpalone styki).
On wskazał na tłumik i zapytał czy ten silnik też naprawiałem. Ja się uśmiechnąłem i zacząłem go wozić dalej. później moją uwagę zwrócił cichy syk z tego tłumika, bo nigdy tak nie było.
Postawiłem motorek, chwilkę pomyslałem i dawaj młotek i przecinak, odkręciłem tłumik.
Kontrolnie zapaliłem (oczywiście odgłos był soczysty) i rura.
Normalnie nie ten sprzęt, zapindala jak trzeba.
Syn naprawił mi motorek (właściwie sobie), a ja do tej pory nie mogę w to uwierzyć.
Poniżej zamieszczam zdjęcia sprzęta, mogę tylko dodać, że to już zabytek i jeden z pierwszych motorowerów jakie pojawiły się w Zamościu, a jeden z dwóch japończyków jakie były w latach 80-tych w Zamościu.
Mam tylko pytanie co do tłumika jak go udrożnić, bez rozcinania i ponownego spawania. Słyszałem coś kiedyś o roztworze sody kaustycznej, czy to pomoże?
Doradźcie proszę.
