Tylko dlatego, że mam chwilkę czasu daję się wciągnąć tę dyskusję
Ok, przejrzałem schemat tego ustrojstwa. Czyteliniejszy, ale funkcjonalnie taki sam jest tutaj:
http://pl.youtube.com/watch?v=aknGMMvgX ... re=related
Działa to tak:
Są ogniwa: "puste" i naładowane, połączone równolegle. W normalnej sytuacji prąd z ogniwa pełnego powinien w chwili połaczenia przepływać do ogniwa "pustego", aż do chwili ustalenia stanu równowagi (aż do momentu, w którym energia w obu ogniwach wyrówna się).
Jednak między ogniwa włączono tranzystor, w taki sposób, że prąd nie może przez niego przepływać. Żargonowo mówi się, że tranzystor jest "zamknięty". Żeby go "otworzyć" dla elektronów biegnących z ogniwa naładowanego do pustego, trzeba doprowadzić niewielkie napięcie między bazę a emiter (emiter to na schemacie "strzałeczka" w symbolu tranzystora, a baza to przewrócone na prawo "T"). Jeżeli doprowadzimy tam napięcie - tranzystor otworzy się i bateria pusta zacznie się napełniać energią z pełnego ogniwa.
Skąd wziąć to napięcie? Ano z cewki wentylatora, tej po lewej stronie. Skąd ono się tam weźmie? Wytworzy się dzięki wirnikowi obróconemu paluchem. Na ten krótki moment silnik bowiem zamieni się w prądnicę (prąd w cewce po lewej wytworzy się dzięki ruchowi cewki w polu magnesu stałego), dostarczy małą porcję energii do złącza emiter-baza tranzystora, otworzy go i dalej silnik będzie już napędzany energią z ogniwa. Przy tym cewka po lewej wciąż będzie produkować niewielką energię potrzebną do ciągłego otwarcie tranzystora.
Żeby zainicjować reakcję, wystarczy wystarczy energicznie zakręcić wirnikiem. Cewki odwracają się "do góry nogami" i znowu podłączają się do zasilania, zamieniają miejscami, ale schemat działania jest ciągle taki sam: energia doprowadzone do cewki po prawej powoduje obrót wirnika, obrót wirnika powoduje wzbudzenie napięcia w cewce lewej. Żeby umozliwić takie działanie, trzeba jednak silnik rozebrać i rozdzielić cewki.
Jak więc działa "silnik" krok po kroku:
1. Podłączamy ogniwo puste i pełne przez tranzystor. Prąd nie przepływa.
2. Poruszamy paluchem wirnik silnika, dzięki czemu powstaje napięcie na cewce lewej.
3. elektrony z tej cewki (przez diodę prostującą) biegną do bazy tranzystora i otwierają go.
4. Prąd między ogniwem pełnym a pustym zaczyna płynąć przez otwarty tranzystor, po drodze zapalając neonówkę.
5. Przez otwarty tranzystor elektrony z ogniw biegną także do silnika, do cewki prawej. Dzięki temu silnik zwiększa obroty i kręci się już siłą energii z ogniwa, a nie rozmachu nadanego palcem
Wnioski:
Nie jest to free energy, tylko zwykły gadżet to popisywania się przez nieznającymi praw fizyki. Do chwili poruszenia wirnikiem ogniwo pełne niczego nie zasila. Po poruszeniu - zasila silnik, żarówkę i przelewa energię na ogniwo puste.
Co więcej, eksperyment może zrobić jeszcze większe wrażenie na widzach, jeżeli na początku zmierzymy przy nich napięcie na pustym ogniwie (woltomierz pokaże 0V), potem podłączymy pełne ogniwo, ruszymy palcem wirnik, pozwolimy mu chwilę popracować, a następnie odłączymy pełne ogniwo.
Wirnik nadal będzie się kręcił!
...bo energia na jego kręcenie będzie pobierana teraz z częściowo naładowanego (a przed chwilą pustego) ogniwa. Będzie tak tylko przez chwilę, bo ogniwo pasożytnicze w końcu się wyładuje i silnik stanie.
Nie ma tu żadnej cudownej energii, energia poruszająca silnikiem i ładująca puste ogniwo pochodzi wyłącznie z ogniwa pełnego. Jedyną energią wytwarzaną w tym układzie jest niewielkie napięcie indukowane w cewce prawej i polaryzujące złącze baza-emiter (otwierające tranzystor). Ta energia nie służy do niczego innego, a jak napisałem we wcześniejszym poście, produkcja tej garści elektronów też odbywa się kosztem energii z pełnego źródła, bo cewka lewa, obciążona elektrycznie przez złącze b-e i diodę prostującą powoduje powstawanie siły hamującej silnik, a więc zużycie większej energii z pełnego ogniwa (w necie są też schematy, w których diodę zastąpiono mostkiem, dzięki czemu sprawność układu jest większa, ale nigdy nie przekroczy 1).
Ufff... Ale fajnie było po latach znowu pobawić się w analizy układów elektronicznych.
