05.10.2008- zakończenie sezonu w Małej
-
icecube4
ostatnie info od organizatorów:
".....a może by tak jutro wieczorem posiedział chwile i pogadał w zacnym motocyklowym gronie....?,
więc może tak:
- sobota godz. 17 w kościele w Małej pomodlimy się za motocyklistów których nie ma już z nami
(kto może, ma czas i ochote niech zawita do Małej i połączy się z nami w modlitwie za zmarłych motocyklistów podczas mszy św. i różańca)
- a później usiądziemy w altankach obok plebanii, wrzucimy coś na grilla- pogadamy i takie tam....., wesoło spokojnie...,
troche to spontanicznie wyszlo, ale będzie fajnie,
ZAPRASZAMY- do zobaczenia

Z pozdrowieniami
Ekipa moto-friends-mala
"
".....a może by tak jutro wieczorem posiedział chwile i pogadał w zacnym motocyklowym gronie....?,
więc może tak:
- sobota godz. 17 w kościele w Małej pomodlimy się za motocyklistów których nie ma już z nami
(kto może, ma czas i ochote niech zawita do Małej i połączy się z nami w modlitwie za zmarłych motocyklistów podczas mszy św. i różańca)
- a później usiądziemy w altankach obok plebanii, wrzucimy coś na grilla- pogadamy i takie tam....., wesoło spokojnie...,
troche to spontanicznie wyszlo, ale będzie fajnie,
ZAPRASZAMY- do zobaczenia
Z pozdrowieniami
Ekipa moto-friends-mala
"
kto chciałby nocleg z soboty an niedzielę to proszę pisać na majla wuju58@poczta.fm
-
icecube4
- Wiatr w Polu
- Zwykły forumowicz
- Posty: 1622
- Rejestracja: poniedziałek, 9 czerwca 2008, 11:41
Chcecie wiedzieć, jak było?
Było tak…
Wstałem o godzinę później niż planowałem, bo źle nastawiłem budzik. Wysłałem Ksenonowi SMS-a, że się spóźnię. Jezdnia była jeszcze mokra po deszczu i trzeba było ostrożnie jechać (łysa opona). Na termometrze 6 stopni… Mimo to 50 minut później spotkałem się z Ksenonem i Bohunem w Budomierzu. Ponieważ byłem sporo spóźniony, ustaliliśmy, że nie jedziemy już do Wodza po fazerka (Niestety, nie pomyślałem, że Wodzu go tam czyści i pucuje od samego rana – Sorry Wodzu, że nie daliśmy znać). Do Jarosławia pruliśmy też szybko. Chwilami nawet rozpędzałem draga do 160, co przy dużej szybie i dużym plecaku, jakim jest niewątpliwie Ksenon jest niezłym wynikiem dla tego motocykla. Gdy się zatrzymaliśmy na chwilę w Jarosławiu, okazało się, że Ksenon pod swoją łupiną z orzecha jest cały siny i jakiś taki pokurczony. Nie wiadomo dlaczego. W Przeworsku spotkaliśmy Deda z Anią i Łukasza na Kawasami EN 500 (chyba). Dalej jechaliśmy już razem w 4 maszyny. W Małej msza, modlitwa, podziękowanie za pomyślny sezon. O 12 zza chmur wyszło słońce i towarzyszyło nam już do zachodu. Potem posililiśmy się, oglądaliśmy maszyny, wspominaliśmy miniony sezon i różne przygody motocyklowe. Spotkaliśmy Ćmę, a także Kazimierza z Anią, których poznałem na zlocie w Krościenku. Widziałem też chłopaków z Leżajska. Z Białych Kruków był chyba tylko Ksenon z Bohunem, a z Twierdzy Ded (choć nie wiem, czy jest już formalnie członkiem klubu). Jakoś tak o 12.30 wyjazd na paradę do Dębicy… W tak dużej liczbie motocykli (może 1000, może 2000) zawsze któryś nie odpali… Tym razem padło na mojego draga Ostatnie dwa tygodnie w garażu, alarm, który stale pobiera prąd sprawiły, że akumulator nie dał sobie rady. Odpaliliśmy na pych, a potem (ze wstydu zapewne) drag palił już za każdym razem.
Z Dębicy wyrwaliśmy już do domu, żeby zdążyć przed zmierzchem… Po drodze jeszcze postój, kawa, pogaduchy… Na liczniku 300 mil (480 km) Fajna była przejażdżka. Ksenon powiedział, że więcej ze mną nie jedzie…
Było tak…
Wstałem o godzinę później niż planowałem, bo źle nastawiłem budzik. Wysłałem Ksenonowi SMS-a, że się spóźnię. Jezdnia była jeszcze mokra po deszczu i trzeba było ostrożnie jechać (łysa opona). Na termometrze 6 stopni… Mimo to 50 minut później spotkałem się z Ksenonem i Bohunem w Budomierzu. Ponieważ byłem sporo spóźniony, ustaliliśmy, że nie jedziemy już do Wodza po fazerka (Niestety, nie pomyślałem, że Wodzu go tam czyści i pucuje od samego rana – Sorry Wodzu, że nie daliśmy znać). Do Jarosławia pruliśmy też szybko. Chwilami nawet rozpędzałem draga do 160, co przy dużej szybie i dużym plecaku, jakim jest niewątpliwie Ksenon jest niezłym wynikiem dla tego motocykla. Gdy się zatrzymaliśmy na chwilę w Jarosławiu, okazało się, że Ksenon pod swoją łupiną z orzecha jest cały siny i jakiś taki pokurczony. Nie wiadomo dlaczego. W Przeworsku spotkaliśmy Deda z Anią i Łukasza na Kawasami EN 500 (chyba). Dalej jechaliśmy już razem w 4 maszyny. W Małej msza, modlitwa, podziękowanie za pomyślny sezon. O 12 zza chmur wyszło słońce i towarzyszyło nam już do zachodu. Potem posililiśmy się, oglądaliśmy maszyny, wspominaliśmy miniony sezon i różne przygody motocyklowe. Spotkaliśmy Ćmę, a także Kazimierza z Anią, których poznałem na zlocie w Krościenku. Widziałem też chłopaków z Leżajska. Z Białych Kruków był chyba tylko Ksenon z Bohunem, a z Twierdzy Ded (choć nie wiem, czy jest już formalnie członkiem klubu). Jakoś tak o 12.30 wyjazd na paradę do Dębicy… W tak dużej liczbie motocykli (może 1000, może 2000) zawsze któryś nie odpali… Tym razem padło na mojego draga Ostatnie dwa tygodnie w garażu, alarm, który stale pobiera prąd sprawiły, że akumulator nie dał sobie rady. Odpaliliśmy na pych, a potem (ze wstydu zapewne) drag palił już za każdym razem.
Z Dębicy wyrwaliśmy już do domu, żeby zdążyć przed zmierzchem… Po drodze jeszcze postój, kawa, pogaduchy… Na liczniku 300 mil (480 km) Fajna była przejażdżka. Ksenon powiedział, że więcej ze mną nie jedzie…
Wojownik musi czuć zapach wojny, musi wiedzieć, że jest potrzebny. W czas pokoju tylko dudnienie KODO jest zwiastunem błogosławieństwa Cesarza do wymarszu na bój.