Strona 1 z 1

Zloty - Tylko po co?

: poniedziałek, 30 lipca 2007, 21:51
autor: Skrzydlaty
Chcę wetknąć kij w mrowisko :wink: w motocykle bawię się, poważniej lub mniej od dłuższego czasu.
Osobiste moje podejście do sprawy motocykli i wyjazdów motocyklowych ewoluuje wraz wiekiem.
A na pewno nalezy powiedzieć, że sposobów podejścia do tematu motocykli tyle ile motocyklistów.
Chcę tkąć sprawy Zlotów/Wyjazdów.
Nie znam waszego podejścia do zabawy w motocykle. Dla mnie osobiście motocykl to sposób na poznawanie ludzi i miejsc związane z podróżowaniem.
Osobiscie uważam, że wyjazdy na zloty mają sens pod warunkiem, że jedzie się załogą (mniejszą lub większą) lub przy okazji zlotu chce się coś zobaczyć - wtedy mając obraną trasę można być również "samotnym białym żaglem".
Jazda na zlot tylko po to, żeby wziąść udział w paradzie - sorki bardzo - ale wydaje mi się absurdalne. Zwłaszcza, ze takie parady nie zdrowe są .. chociażby dla sprzęgła :)
Przełojenie pół Polski lub całej tylko, żeby wziąść udział w paradzie i wieczornym koncercie i na kacu łojenie z powrotem - wydaje mi się mało sensowne. Obserwuję zjawisko zlotowienia naszego pięknego kraju i to dobrze, pod warunkiem, że zlot/organizator coś oferuje.
Mam wrażenie, że motocykliści stali się dobrym sposobem na zarobienie paru złotych przez innych mniej lub bardziej motocyklowych ludzi.
Czy to złe? Nie! Pod warunkiem, że w ekwiwaleńcie, od organizatora otrzymuje się 'Coś'.
A najbardziej śmieszą mnie imprezy, na które motocyklista wjeżdzajac płaci mniejszą lub większą kasę, a organizator pokazuje za pieniadze tych co przyjechali :lol: i w zasadzie wszyscy są na podobnych zasadach, mogą napić się do woli, wziąść lub dać komuś w mordę lub coś komuś skubnąć lub zostac skubniętym.
Dlatego chciałbym spytać, a po co Wy szanowni forumowicze jeździcie na zloty i czy kierujecie się jakimś kryterium wyboru imprezy?
Czy wystarczy, że ona jest w kalendarzu, więc należy pojechać?

: poniedziałek, 30 lipca 2007, 22:17
autor: DOK
Jeździć bez celu to - chyba jeszcze bardziej nudne - co do mnie na dzień dzisiejszy nie zaliczyłem żadnego zlotu choć hihi pod płotem byłem. No i popatrzeć se można i na motory i jak ktoś komuś w m... da. Dla mnie zlot w Biłgoraju był hm, że tak powiem bardzo owocny bo zobaczyłem i przymierzyłem sie do motorków które mi sie podobają (to tez dobry powód coby pojechać na zlot). Ale ja jeszcze nie wyjeżdżony no i jak inni koledzy nie bylem w wielu ciekawych miejscach Roztocza które powiedzmy sobie im już sie znudziły.

: poniedziałek, 30 lipca 2007, 22:20
autor: Agusia
Mnie nie denerwuje Twoja wypowiedz, wręcz przeciwnie, dobrze mówisz.
Ja osobiście lubię zloty, lubię samą podróż na zlot, dłuższą lub krótszą, później imprezkę- kiedy to zapominam o bożym świecie, lubię cały ten hałas i zamieszanie, niewygodne spanie w namiocie,
Zloty w okolicy np Biłgoraj to już co innego, tak normalnie to bym na ten zlot nie pojechała, tak jak mówisz organizatorzy nie wiele oferują, nawet muzyki nie słychać do godz 15-tej, ale ze względu na to iż jest to okazja do spotkania znajomych i zamiany kilku słów, to się goni.
Generalnie myślę że z wiekiem zlotów się odechciewa, ale jak narazie ciągle mało :)

: poniedziałek, 30 lipca 2007, 23:12
autor: Marek
Odniosę się narazie tylko do jednego wątku Twojej wypowiedzi :)

Organizując zlot po stronie kosztów mamy:

- opłaty za teren i scenę
- sprzęt nagłaśniający, oświetlenie, prąd
- wynajem muzyków, wodzireja, ew. późnowieczorne "uprzyjemniaczki"
- produkcję znaczków, chust i innych gadżetów
- ochronę imprezy, w szczególności parkingu
- przynajmniej symboliczne nagrody w konkursach
- gratyfikacje dla grup pokazowych
- a skoro pokazy - pomoc medyczną
- posiłek/ki dla zlotowiczów
- drukowane ulotki, bannery, zaproszenia, tablice informacyjne i drogowskazy
- rezerwę na pokrycie kosztów napraw sprzętu, wyposażenia, domków...
- ubezpieczenia
- sanitariaty
- sprzątanie po imprezie
jeżeli o czymś zapomniałem - dopiszcie

po stronie wpływów:
- bilety
- sponsorów
- samorząd

Widoczna jest dysproporcja rodzajów źródeł, która wcale nie daje pewności zbilansowania. Dlatego nie dziwię się, że widzom na zlotach każe się wpłacać drobną kwotę na wejściu. Zloty najczęściej organizują prywatne osoby i jeżeli impreza będzie na minusie, to nie da się ogłosić upadłości ogranizatora i umyć ręce. Za wszystkie rachunki trzeba zapłacić własną kasą. Na miejscu takiego "mecenasa" też wycisnąłbym imprezę do ostatniej złotówki. Ewentualna nadwyżka przyda się na następną imprezę.

Jest też inna zaleta "małych biletów". Ustanawiają granicę dzięki której można regulować napływ miejscowych gości. Wpuścić widzów "na żywioł" to prosić się o kłopoty (możliwe przyczyny zmilczę tu).

A dobrze zorganizowane wejście widzów (co też kosztuje - podział na grupy, oprowadzający, upominki, dodatkowa ochrona) może być atrakcją, dzięki której chętnie przyjmą imprezę za rok. Lokalne społeczności nietrudno zrazić do zjawisk, których nie do końca rozumieją.

Świetnie, że zacząłeś ten temat, Skrzydlaty :)

: wtorek, 31 lipca 2007, 07:05
autor: Wielki Brat
W pełni podzielam Twoją opinię Skrzydlaty, ale ja już jestem stary :wink:

: wtorek, 31 lipca 2007, 07:22
autor: Speedarek
no panowie obraz nędzy i rozpaczy

: wtorek, 31 lipca 2007, 07:23
autor: Speedarek
na ten temat to sie nie będę wypowiadał .... brak słów !!!!

: wtorek, 31 lipca 2007, 09:55
autor: Marek
Jestem umiarkowanie gorącym zwolennikiem zlotowania. Chętniej ruszam w trasę dla samego podróżowania. Ale, przyznaję, kiedy wybieram się w jakiś rejon kraju sprawdzam, czy w okolicy nie odbywają się jakieś motocyklowe spotkania. Pooglądać, zagadać, poznać ludzi...

Jak napisała Aga, co innego lokalne zloty. W ubiegłym roku rzeczywiście przejechałem pół Polski, żeby być w Biłgoraju :) . W tym roku bardzo chciałem, ale nie wyszło.

Coraz chętniej spoglądam na zaproszenia na motocyklowe spotkania związane z jakimś wydarzeniem, specjalną okazją, lokalną atrakcją, a coraz mniej na proste wypełnianie areału motocyklami na zawołanie. Ale może tu też wiek coś ma do rzeczy.

: wtorek, 31 lipca 2007, 12:09
autor: ZEN
Sądzę że ilość nie świadczy o jakości.

Osobiście skłaniał bym się bardziej do wyjazdów turystycznych w zaufanym gronie znajomych niż do wielkich spędów przypadkowych motocyklistów.
Najciekawszym zlotem na jaki bym chciał kiedy kolwiek pojechać byłby zlot klubów motocyklowych. :wink:

: wtorek, 31 lipca 2007, 19:25
autor: ksenon
dla mnie nie liczy sie nazwa zlot czy spotkanie, licza sie ludzie i ich maszymy[/code]

: wtorek, 31 lipca 2007, 21:50
autor: Marek
Sformułowania "motocyklowe spotkanie" użyłem jako synonimu "zlotu". :)