Bieszczady, Słowacja, Beskid Sądecki 16-18 lipca 2015 r.
: poniedziałek, 20 lipca 2015, 13:47
Wyjazd w czwartek 16 lipca w godzinach rannych. 5 maszyn: Manson z Elą, Sabix, Dylo, Norek i WB z Grażką.
Założona rymowana definicja wycieczki: pokonanie dużej odległości z przerwami na sprawianie sobie przyjemności. Dzień pierwszy to dojazd w Bieszczady Zachodnie.
Będąc już w drodze telefonicznie rezerwuję nocleg (jak się okazało u przemiłych gospodarzy - Państwa Pilipów w Zyndranowej).
Tradycyjnie już śniadanie spożywamy w Przeworsku. Dojazd przez Dynów do Lutczy i tu rozczarowanie, bo knajpa pod samolotem już nie istnieje (obiekt wystawiony na sprzedaż). Skręcamy na Korczynę zwiedzając po drodze słynne skałki "Prządki".
W Krośnie odpoczynek i obiad na Starówce. Następnie dojazd do bazy z tankowaniem na przejściu w Barwinku i zakupami w Tylawie. Wieczorem, w towarzystwie naszych Gospodarzy, biesiada ze wzajemnym wymienianiem się regionalnymi przysmakami: my napoje wyrobu Mansona, a oni wyroby własnej kuchni. Dzień drugi to Słowacja i sanatoria Beskidu Sądeckiego.
Planujemy trasę wyjazdu. Wyjazd opóźnia się lekko z powodu porannej burzy. Po rozpogodzeniu się ruszamy poleconą przez Gospodarzy, bardzo malowniczą trasą na Słowację: jedziemy przez Mszanę, Polany i Krempną do przejścia granicznego w miejscowości Grab (po drodze ciekawe znaki drogowe: "Zwolnij Wilki" - Norek czyta jako "Zwolnij Wielki"
oraz "Zwolnij Niedźwiedzie").
Będąc już na Słowacji zatrzymujemy się na pięknej Starówce Bardejova ... a potem ruszamy do Starej Lubovny, gdzie oczywiście odpoczywamy w cieniu majestatycznego zamku (czujemy się jak u siebie, bo właścicielami tego obiektu byli Zamoyscy, a ulica dojazdowa do zamku nosi ich imię). Na Słowacji zauważamy wyraźne, niczym nieuzasadnione marnotrawstwo autochtonów:
przy drogach widać jakby wyrzucone, całkiem jeszcze dobre baby
.
Przez przejście w Mniszku nad Popradem, z wymuszoną przerwą w podróży spowodowaną burzą ... trafiamy do Piwnicznej Zdroju, gdzie posilamy się w restauracji na rynku. Malowniczą i krętą drogą przez Żegiestów i Muszynę docieramy do Krynicy Zdroju, gdzie na zdrojowym deptaku Manson zadziwia kuracjuszy i turystów tańcem przy muzyce indian południowoamerykańskich.
Zdjęcia m.in. z Nikiforem .... odpoczynek od upału przy fontannach ... oraz próba zmiany srodka transportu ... Z Krynicy ruszamy w drogę do naszej bazy noclegowej przez Grybów, Gorlice, Nowy Żmigród i Duklę, gdzie znowu zakupy na wieczorną biesiadę.
Siedzimy przy ognisku i zimnym piwie do późna odpoczywając od trudów 340 km odcinka podróży.
Dzień trzeci to okrężny powrót do domu w upale i bez Dyla, który samotnie i w pośpiechu wraca do Zamościa, by przygotować co trzeba do wyjazdu z rodziną do Włoch.
My natomiast zwiedzamy Muzeum Łemków w Zyndranowej ... i ruszamy: najpierw do Rymanowa .... potem zwiedzamy zaporę na Wisłoku w Sieniawie. Następnie jadąc lokalnymi drogami pogórza, przez Nowotaniec, Bukowsko kierujemy się na Grabownicę Starzeńską i Dynów, gdzie jemy obiad. Z Dynowa ruszamy w kierunku Przemyśla, by odpocząć od upału w klimatyzowanych pomieszczeniach Zamku w Dubiecku. Delektujemy się lodami i muzyką na żywo (przymuszeni drobnym szantażem "Pijanisty" Mansona
synowie małżeństwa z sąsiedniego stolika dają popis gry na pianinie).
Ruszamy dalej na wschód, by w Babicach odbić na północ w kierunku Pruchnika i Jarosławia. Przed Oleszycami odpoczywamy krótko na leśnym parkingu i ruszamy do Tomaszowa Lub. na lody, gdzie miłościwie nam panujący Prezes jako Król Imprezy
zostaje koronowany słynną koroną Króla Juliana z serialu "Pingwiny z Madagaskaru".
Posileni słodkościami szybko pokonujemy ostatni odcinek naszej podróży i około godziny 18.00 jesteśmy cali, zdrowi, zmęczeni, ale bardzo zadowoleni w Zamościu.
Trzy dni urozmaicone jazdą krętami drogami Podkarpacia, Słowacji i Beskidu Sądeckiego, prawie 900 km w siodle motocykla i sporo wrażeń składają się razem na zadowolenie wszystkich bez wyjątku motowędrowców.
Założona rymowana definicja wycieczki: pokonanie dużej odległości z przerwami na sprawianie sobie przyjemności. Dzień pierwszy to dojazd w Bieszczady Zachodnie.
Będąc już w drodze telefonicznie rezerwuję nocleg (jak się okazało u przemiłych gospodarzy - Państwa Pilipów w Zyndranowej).
Tradycyjnie już śniadanie spożywamy w Przeworsku. Dojazd przez Dynów do Lutczy i tu rozczarowanie, bo knajpa pod samolotem już nie istnieje (obiekt wystawiony na sprzedaż). Skręcamy na Korczynę zwiedzając po drodze słynne skałki "Prządki".
W Krośnie odpoczynek i obiad na Starówce. Następnie dojazd do bazy z tankowaniem na przejściu w Barwinku i zakupami w Tylawie. Wieczorem, w towarzystwie naszych Gospodarzy, biesiada ze wzajemnym wymienianiem się regionalnymi przysmakami: my napoje wyrobu Mansona, a oni wyroby własnej kuchni. Dzień drugi to Słowacja i sanatoria Beskidu Sądeckiego.
Planujemy trasę wyjazdu. Wyjazd opóźnia się lekko z powodu porannej burzy. Po rozpogodzeniu się ruszamy poleconą przez Gospodarzy, bardzo malowniczą trasą na Słowację: jedziemy przez Mszanę, Polany i Krempną do przejścia granicznego w miejscowości Grab (po drodze ciekawe znaki drogowe: "Zwolnij Wilki" - Norek czyta jako "Zwolnij Wielki"
Będąc już na Słowacji zatrzymujemy się na pięknej Starówce Bardejova ... a potem ruszamy do Starej Lubovny, gdzie oczywiście odpoczywamy w cieniu majestatycznego zamku (czujemy się jak u siebie, bo właścicielami tego obiektu byli Zamoyscy, a ulica dojazdowa do zamku nosi ich imię). Na Słowacji zauważamy wyraźne, niczym nieuzasadnione marnotrawstwo autochtonów:
przy drogach widać jakby wyrzucone, całkiem jeszcze dobre baby
Przez przejście w Mniszku nad Popradem, z wymuszoną przerwą w podróży spowodowaną burzą ... trafiamy do Piwnicznej Zdroju, gdzie posilamy się w restauracji na rynku. Malowniczą i krętą drogą przez Żegiestów i Muszynę docieramy do Krynicy Zdroju, gdzie na zdrojowym deptaku Manson zadziwia kuracjuszy i turystów tańcem przy muzyce indian południowoamerykańskich.
Zdjęcia m.in. z Nikiforem .... odpoczynek od upału przy fontannach ... oraz próba zmiany srodka transportu ... Z Krynicy ruszamy w drogę do naszej bazy noclegowej przez Grybów, Gorlice, Nowy Żmigród i Duklę, gdzie znowu zakupy na wieczorną biesiadę.
Siedzimy przy ognisku i zimnym piwie do późna odpoczywając od trudów 340 km odcinka podróży.
Dzień trzeci to okrężny powrót do domu w upale i bez Dyla, który samotnie i w pośpiechu wraca do Zamościa, by przygotować co trzeba do wyjazdu z rodziną do Włoch.
My natomiast zwiedzamy Muzeum Łemków w Zyndranowej ... i ruszamy: najpierw do Rymanowa .... potem zwiedzamy zaporę na Wisłoku w Sieniawie. Następnie jadąc lokalnymi drogami pogórza, przez Nowotaniec, Bukowsko kierujemy się na Grabownicę Starzeńską i Dynów, gdzie jemy obiad. Z Dynowa ruszamy w kierunku Przemyśla, by odpocząć od upału w klimatyzowanych pomieszczeniach Zamku w Dubiecku. Delektujemy się lodami i muzyką na żywo (przymuszeni drobnym szantażem "Pijanisty" Mansona