KBM na "Zamojskim Kolędowaniu 2015"
: niedziela, 11 stycznia 2015, 17:26
Kolejna odsłona "Zamojskiego Kolędowania" odbyła się w Święto Trzech Króli na Rynku Wielkim w Zamościu.
W tym roku również otrzymaliśmy zaproszenie do wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu.
Pomimo wrodzonej skromności nie można nie zauważyć, że byliśmy najliczniejszym "kolędującym" zespołem.
Przygotowania rozpoczęły się długo wcześniej, w czasie spotkania "śledzikowego" - relacja poniżej.
W dniu imprezy spotkaliśmy się w restauracji "Zamościanka" żeby ugruntować znajomość tekstu i linii melodycznej, co udało się połowicznie:
oraz przygotować struny głosowe do wzmożonego wysiłku staropolską metodą "dla kurażu", co udało się nad wyraz skutecznie, gdyż nad właściwym przebiegiem przygotowań czuwał sam "kurator":
Ponieważ czas występu na scenie nieuchronnie nadchodził, opuściliśmy na chwilę ciepłe wnętrza "Zamościanki" i wyszliśmy na Rynek Wielki, żeby obejrzeć poczynania innych zespołów.
Z wrażenia co niektórych ogarnęła paniczna trema, a Zgrywusowi rozstroiła się gitara:
tym bardziej, że byliśmy bacznie śledzeni okiem kamer i aparatów fotograficznych:
Z pewnym zaciekawieniem zauważyliśmy grupę osobników wyposażonych w broń długą przygotowujących się do strzału:
Nasze zaciekawienie zmieniło się szybko w przerażenie, gdy zobaczyliśmy, że owi strzelcy "eliminują" ze sceny fałszujących wykonawców kolęd:
Gdy wywołano KBM nie było rady: na drżących nogach weszliśmy na scenę i zaśpiewaliśmy:
Dzięki silnie rozwiniętemu instynktowi samozachowawczemu w naszych szeregach ofiar w ludziach i sprzęcie nie zanotowano. Po prostu ci, których talenty wokalne są zbyt głęboko ukryte, markowali śpiew, tzn. wyrażając się precyzyjnie: używali aparatu gębowego z pominięciem emisji dźwięku.
Ponieważ wszystko dobrze się skończyło nasze nastroje uległy znacznej poprawie:
a nasze białogłowy poczęły zaprzyjaźniać się z naszymi niedoszłymi oprawcami:
Proceder ten postępował tak skutecznie, że niektóre z nich weszły w posiadanie, i to nie bynajmniej drogą kupna, ich śmiercionośnej broni:
Trzeba było to spoufalanie się naszych dam z wrogiem szybko przerwać, więc padła jedyna komenda, którą posłusznie i bez ociągania się wykonują wszyscy członkowie klubu: " Do knajpy!"
Zmarznięci i wygłodniali rzuciliśmy się na golonkę i inne przysmaki, co rusz wznosząc toasty:
Poziom adrenaliny powoli w naszych organizmach spadał, a poziom innych substancji systematycznie wzrastał.
Gdy noc zagościła na dobre nad zamojską Starówką, zmęczeni i syci wrażeń udaliśmy się na zasłużony odpoczynek.
Za rok, na kolejnym Zamojskim Kolędowaniu na pewno zobaczycie nas ponownie.
W tym roku również otrzymaliśmy zaproszenie do wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu.
Pomimo wrodzonej skromności nie można nie zauważyć, że byliśmy najliczniejszym "kolędującym" zespołem.
Przygotowania rozpoczęły się długo wcześniej, w czasie spotkania "śledzikowego" - relacja poniżej.
W dniu imprezy spotkaliśmy się w restauracji "Zamościanka" żeby ugruntować znajomość tekstu i linii melodycznej, co udało się połowicznie:
oraz przygotować struny głosowe do wzmożonego wysiłku staropolską metodą "dla kurażu", co udało się nad wyraz skutecznie, gdyż nad właściwym przebiegiem przygotowań czuwał sam "kurator":
Ponieważ czas występu na scenie nieuchronnie nadchodził, opuściliśmy na chwilę ciepłe wnętrza "Zamościanki" i wyszliśmy na Rynek Wielki, żeby obejrzeć poczynania innych zespołów.
Z wrażenia co niektórych ogarnęła paniczna trema, a Zgrywusowi rozstroiła się gitara:
tym bardziej, że byliśmy bacznie śledzeni okiem kamer i aparatów fotograficznych:
Z pewnym zaciekawieniem zauważyliśmy grupę osobników wyposażonych w broń długą przygotowujących się do strzału:
Nasze zaciekawienie zmieniło się szybko w przerażenie, gdy zobaczyliśmy, że owi strzelcy "eliminują" ze sceny fałszujących wykonawców kolęd:
Gdy wywołano KBM nie było rady: na drżących nogach weszliśmy na scenę i zaśpiewaliśmy:
Dzięki silnie rozwiniętemu instynktowi samozachowawczemu w naszych szeregach ofiar w ludziach i sprzęcie nie zanotowano. Po prostu ci, których talenty wokalne są zbyt głęboko ukryte, markowali śpiew, tzn. wyrażając się precyzyjnie: używali aparatu gębowego z pominięciem emisji dźwięku.
Ponieważ wszystko dobrze się skończyło nasze nastroje uległy znacznej poprawie:
a nasze białogłowy poczęły zaprzyjaźniać się z naszymi niedoszłymi oprawcami:
Proceder ten postępował tak skutecznie, że niektóre z nich weszły w posiadanie, i to nie bynajmniej drogą kupna, ich śmiercionośnej broni:
Trzeba było to spoufalanie się naszych dam z wrogiem szybko przerwać, więc padła jedyna komenda, którą posłusznie i bez ociągania się wykonują wszyscy członkowie klubu: " Do knajpy!"
Zmarznięci i wygłodniali rzuciliśmy się na golonkę i inne przysmaki, co rusz wznosząc toasty:
Poziom adrenaliny powoli w naszych organizmach spadał, a poziom innych substancji systematycznie wzrastał.
Gdy noc zagościła na dobre nad zamojską Starówką, zmęczeni i syci wrażeń udaliśmy się na zasłużony odpoczynek.
Za rok, na kolejnym Zamojskim Kolędowaniu na pewno zobaczycie nas ponownie.