Ta ostatnia niedziela? 05-10-2014
: niedziela, 5 października 2014, 19:09
Jakoś tak się składa, że najlepiej wychodzą nam, za wyjątkiem ciąży, przyjazdu teściowej i kontroli skarbówki, przedsięwzięcia nieplanowane. I tym razem tak było. Zbiórka o godz. 10.30 pod parkiem i spontaniczna decyzja o wyjeździe w okolice Skierbieszowskiego Parku Krajobrazowego.
W Dębowcu skręcamy w prawo na Łaziska i pierwszy postój "pod lipą" miejscowego kościółka: Nieopodal gorzelnia, ale trwała msza i jakoś nie wypadało zwiedzać i robić fotek.
Podziwiając piękne jesienne krajobrazy: jedziemy przez Iłowiec, Szorcówkę, Hajowniki i Lipinę Nową do Skierbieszowa, by stamtąd skierować się przez Podwysokie, Zalesie i Kraśniczyn do Bończy.
W Bończy krótki postój przy cerkwi: i ruszamy do Wojsławic, gdzie znowu podziwiamy miejscową cerkiew i piękny, przestronny rynek: Ponieważ nastała pora obiadowa planujemy gdzie by tu coś pożreć: Wybór pada na restaurację "U Chłopa" w Hrubieszowie.
Po smacznym, sutym, ale o dziwo niedrogim posiłku postanawiamy odwiedzić ziemię łaszczowiecką.
Przez Mircze, Witków, Poturzyn i Nowosiółki docieramy w okolice Łaszczowa, więc nie wypada nie odwiedzić Zagłobów. Ich poobiednia sjesta zostaje brutalnie przerwana naszym najazdem: Pijemy kawę i herbatę oraz oglądamy nowy nabytek Zagłoby: Zaczyna zmierzchać, więc obieramy azymut na Zamość.
Przez Tyszowce i Komarów docieramy do Zamościa, gdzie jeszcze rzut oka na Starówkę i do garaży.
Ponad 200 km w przepięknej jesiennej scenerii, przy cudownej pogodzie nie może nie wzbudzać zadowolenia.
Namiastka "Płonących Bieszczad" za nami. Teraz, gdy piękna aura się utrzymuje: pora jeszcze przed wyjęciem akumulatorów na zimę, ruszyć na południe.
W Dębowcu skręcamy w prawo na Łaziska i pierwszy postój "pod lipą" miejscowego kościółka: Nieopodal gorzelnia, ale trwała msza i jakoś nie wypadało zwiedzać i robić fotek.
Podziwiając piękne jesienne krajobrazy: jedziemy przez Iłowiec, Szorcówkę, Hajowniki i Lipinę Nową do Skierbieszowa, by stamtąd skierować się przez Podwysokie, Zalesie i Kraśniczyn do Bończy.
W Bończy krótki postój przy cerkwi: i ruszamy do Wojsławic, gdzie znowu podziwiamy miejscową cerkiew i piękny, przestronny rynek: Ponieważ nastała pora obiadowa planujemy gdzie by tu coś pożreć: Wybór pada na restaurację "U Chłopa" w Hrubieszowie.
Po smacznym, sutym, ale o dziwo niedrogim posiłku postanawiamy odwiedzić ziemię łaszczowiecką.
Przez Mircze, Witków, Poturzyn i Nowosiółki docieramy w okolice Łaszczowa, więc nie wypada nie odwiedzić Zagłobów. Ich poobiednia sjesta zostaje brutalnie przerwana naszym najazdem: Pijemy kawę i herbatę oraz oglądamy nowy nabytek Zagłoby: Zaczyna zmierzchać, więc obieramy azymut na Zamość.
Przez Tyszowce i Komarów docieramy do Zamościa, gdzie jeszcze rzut oka na Starówkę i do garaży.
Ponad 200 km w przepięknej jesiennej scenerii, przy cudownej pogodzie nie może nie wzbudzać zadowolenia.
Namiastka "Płonących Bieszczad" za nami. Teraz, gdy piękna aura się utrzymuje: pora jeszcze przed wyjęciem akumulatorów na zimę, ruszyć na południe.