Odkłamywanie rzeczywistości cz.VII. Gdzie dwóch się bije. (2014r.)
: poniedziałek, 17 marca 2014, 14:15
Wybaczcie mi koleżanki i koledzy, że popełniam wiosenną porą ten mało optymistyczny artykuł. Na usprawiedliwienie podam jedynie to, że krew się we mnie od dłuższego czasu gotuje, gdy obserwuję jak nasz kraj, i tak już w przeszłości ciężko doświadczony przez los, bezrozumna banda tzw. polityków pcha w stronę konfliktu regionalnego.
Ale od początku.
Najważniejszym konstytucyjnym zadaniem rządzących, polityków w szerszym ujęciu, wynikającym bezpośrednio z Konstytucji RP (art.5) jest zapewnienie bezpieczeństwa i pomyślnego rozwoju dla kraju i jego obywateli.
Tymczasem "potrząsanie szabelką" w interesie krajów, które w znacznej mierze są do nas Polaków nastawione wrogo jak Litwa czy też wysuwają w stosunku do Polski nawet roszczenia terytorialne i stawiają pomniki osobnikom, którzy "bohatersko" wymordowali ludność Wołynia i Małopolski Wschodniej - kilkaset tysięcy kobiet, mężczyzn i dzieci jak Ukraina, a jednocześnie psucie relacji z szybko odbudowującym swoją pozycję mocarstwem militarnym i gospodarczym, jakim jest niewątpliwie Rosja naraża poważnie na szwank bezpieczeństwo Polski.
Świadczy to, przy założeniu że nasi politycy nie są intelektualnie upośledzeni (co nie jest takie oczywiste, bo łatwych w istocie do analizy skutków przewrotu na Ukrainie nie potrafili przewidzieć), że wskutek swoich fobii, w imię "poprawności politycznej" nie mają kwalifikacji do podejmowania decyzji mających wpływ na pomyślność naszego kraju, świadomie działają na szkodę i narażają na poważne niebezpieczeństwo nas zwykłych obywateli.
Nikt z polityków europejskich nie ośmielił się narażać bezpieczeństwa i interesów swych obywateli idąc na ostrą konfrontację z Rosją. Nikt kto ma iloraz inteligencji wyższy niż 60 (średnio rozwinięty osobnik orangutana) nie zakładał, że Niemcy, Francuzi, Anglicy i inni będą narażać się dla kraju który jest politycznym i gospodarczym bankrutem, kraju który miał kilka historycznych szans rozwoju i wszystkie zaprzepaścił, kraju który został rozkradziony przez własnych obywateli, wreszcie kraju który szantażując destabilizacją sytuacji w regionie (ostatnio wysadzeniem rurociągów gazowych zaopatrujących w rosyjski gaz Europę środkowo - wschodnią) po raz kolejny domaga się wielkich pieniędzy i na skróty, nie spełniając żadnych wymogów chce wejść do cywilizowanej Europy.
Mądrzy politycy europejscy, działając w interesie swych państw i obywateli wobec konfliktu na Ukrainie milczą lub co najwyżej pozorują działania ograniczając się do mglistych ewentualnych sankcji, śląc noty dyplomatyczne itp.
A polscy rolnicy i sadownicy, dzięki stanowczej, nieprzejednanej i piramidalnie bezmyślnej polityce zagranicznej swego kraju już tracą miliony złotych dziennie. I oby tylko na tym się to skończyło!
Przy okazji nie można nie zauważyć "podwójnych standardów" krajów tzw. "demokracji zachodniej" stosowanych do oceny tego co działo się na Ukrainie. Politycy i media "wolnego świata" okrzyknęli to co tam zaszło jako oddolny, demokratyczny zryw obywatelski w akcie sprzeciwu wobec, ciemiężących społeczeństwo przy użyciu okrutnego i bezwzględnego "Berkutu", władz.
Jak większość polityków i dziennikarzy nie byłem tam na miejscu - oglądałem tylko relacje. O dziwo to co ja widziałem ma się nijak do tego co przedarło się do kory mózgowej tuzów naszej polityki i dziennikarstwa.
Z relacji różnych "Monisiów", "Kraśków" i zjednoczonego w swej głupocie PIS-owsko PO-wskiego establishmentu spazmującego w zachwycie nad fenomenem kijowskiego "Majdanu" wynikało, że wredny Berkut rozstrzeliwał niewinny "demokratycznie i pokojowo" nastawiony tłum obrzucający ich różami i wonnymi ziołami.
Co prawda wzrok mam już dość nadwerężony i czasem będąc już po wieczornym drinku oglądałem wtedy wiadomości, ale mimo wszystko zapamiętałem zgoła inne obrazy. W większości przypadków widać było nieruchomy szpaler milicjantów skrytych za swoimi tarczami i dobrze zorganizowany tłum atakujący ich kostką brukową, "koktajlami mołotowa" a nawet w jednej relacji (która jakimś dziwnym trafem nie była już powtórzona) z broni palnej długiej. Według relacji ukraińskich mediów zginęło niespełna 100 ludzi, w tym około 15 milicjantów.
Nie sposób też nie zauważyć, że tylko dzięki bardzo dobrej organizacji, wyszkoleniu i kierowaniu trwający tak długo i opierający się skutecznie siłom porządkowym przewrót mógł się udać. Jego awangardą byli nacjonaliści skupieni w organizacji "Prawy Sektor" będącej koalicją różnych radykalnych i nacjonalistycznych ugrupowań odgrywających w starciach na "Majdanie" wiodącą rolę, np. SNA (Patrioci Ukrainy), Tryzub, Biały Młot, UNA-UNSO, C14 (uznawani za neonazistowskie skrzydło partii Swoboda), a także grupy kiboli, głównie Dynama Kijów. Określano ich niekiedy jako "armię Majdanu".
By oddać istotę tego ruchu przypomnę wypowiedzi Andrija Tarasenko, rzecznika "Prawego Sektora". Osobnik ten twierdzi na przykład, że zbrodnie banderowców na Wołyniu to brednie, a sprawiedliwość nakazywałaby aby ziemie na których żyli Ukraińcy wróciły do Ukrainy, zaznaczając że ma na myśli Przemyśl i kilkanaście innych powiatów RP.
W swej łaskawości oznajmił, że chcą osiągnąć ten stan rzeczy metodami dyplomatycznymi, cokolwiek to w pojęciu ideologicznych następców Bandery znaczy.
Na koniec nie mogę nie zadać oczywistego pytania. A jak by zareagowali ci wszyscy oburzeni sytuacją na Ukrainie obecnie rządzący politycy gdyby w Warszawie, Berlinie lub w Paryżu kilkudziesięciotysięczny tłum, twierdząc że jest wyrazicielem całego narodu, zażądał ustąpienia legalnie wybranych władz?
Śmiem twierdzić, że "w imię obrony wartości demokracji zachodniej" kamień na kamieniu by się tam, od broni gładkolufowej, armatek wodnych, pałek służbowych, nie ostał! (patrz art. 13 Konstytucji RP).
I słusznie zresztą.
Tylko, że w ocenie postępowania władz Ukrainy i Rosji mamy tu podręcznikowy przykład "moralności Kalego".
PS.
Jako ciekawostka, przy okazji "wyszło szydło z worka" jeżeli chodzi o planowanie w sferze obronności RP. Otóż do roku 1988 kiedy to rozpoczęliśmy starania o wejście do NATO jedynie słusznym kierunkiem przygotowań obronnych był kierunek zachodni i to właśnie na zachodnich rubieżach RP rozmieszczano trzon sił zbrojnych naszego kraju.
Od tamtego czasu minęło 20 lat, zmieniliśmy doktrynę obronną i sojuszników, zredukowaliśmy swą armię ponad 5-krotnie, skanibalizowaliśmy to co zostało, by zasymulować międzynarodowość interwencji amerykanów, utrzymując kilkutysięczny kontyngent ekspedycyjny w Iraku i Afganistanie, nie mamy przeszkolonych rezerw, bo zrezygnowaliśmy z powszechnego poboru, na utrzymanie i szkolenie Narodowych Sił Rezerwowych nie mamy pieniędzy, a na główny kierunek zagrożenia czyli na kierunek wschodni nie przerzuciliśmy żadnych sił (ostanie nasze nabytki, czyli wycofane z Bundeswehry Leopardy też zostały w okolicach Żagania).
Jednym słowem niech obywatele "Polski B" wiedzą, że ich kraj w przypadku ewentualnego konfliktu regionalnego rozpocznie działania obronne najwcześniej w oparciu o linię Wisły.
W mojej ocenie konsekwencją obecnej polityki zagranicznej Polski może być sytuacja, w której nasz kraj zyska kolejną, po Powstaniu Kościuszkowskim, Listopadowym, Styczniowym, Warszawskim i innych, okazję do świętowania rocznicy porazki.
Natomiast jak zawsze na ofiarnym stosie położą głowy niewinni niczemu, przeciwni wojnie obywatele, a ci którzy taką sytuację wywołali w dostatku, w zaciszu swych gabinetów lub zagranicznych apartamentów dalej "poświęcać się będą dla naszego dobra".
Ale od początku.
Najważniejszym konstytucyjnym zadaniem rządzących, polityków w szerszym ujęciu, wynikającym bezpośrednio z Konstytucji RP (art.5) jest zapewnienie bezpieczeństwa i pomyślnego rozwoju dla kraju i jego obywateli.
Tymczasem "potrząsanie szabelką" w interesie krajów, które w znacznej mierze są do nas Polaków nastawione wrogo jak Litwa czy też wysuwają w stosunku do Polski nawet roszczenia terytorialne i stawiają pomniki osobnikom, którzy "bohatersko" wymordowali ludność Wołynia i Małopolski Wschodniej - kilkaset tysięcy kobiet, mężczyzn i dzieci jak Ukraina, a jednocześnie psucie relacji z szybko odbudowującym swoją pozycję mocarstwem militarnym i gospodarczym, jakim jest niewątpliwie Rosja naraża poważnie na szwank bezpieczeństwo Polski.
Świadczy to, przy założeniu że nasi politycy nie są intelektualnie upośledzeni (co nie jest takie oczywiste, bo łatwych w istocie do analizy skutków przewrotu na Ukrainie nie potrafili przewidzieć), że wskutek swoich fobii, w imię "poprawności politycznej" nie mają kwalifikacji do podejmowania decyzji mających wpływ na pomyślność naszego kraju, świadomie działają na szkodę i narażają na poważne niebezpieczeństwo nas zwykłych obywateli.
Nikt z polityków europejskich nie ośmielił się narażać bezpieczeństwa i interesów swych obywateli idąc na ostrą konfrontację z Rosją. Nikt kto ma iloraz inteligencji wyższy niż 60 (średnio rozwinięty osobnik orangutana) nie zakładał, że Niemcy, Francuzi, Anglicy i inni będą narażać się dla kraju który jest politycznym i gospodarczym bankrutem, kraju który miał kilka historycznych szans rozwoju i wszystkie zaprzepaścił, kraju który został rozkradziony przez własnych obywateli, wreszcie kraju który szantażując destabilizacją sytuacji w regionie (ostatnio wysadzeniem rurociągów gazowych zaopatrujących w rosyjski gaz Europę środkowo - wschodnią) po raz kolejny domaga się wielkich pieniędzy i na skróty, nie spełniając żadnych wymogów chce wejść do cywilizowanej Europy.
Mądrzy politycy europejscy, działając w interesie swych państw i obywateli wobec konfliktu na Ukrainie milczą lub co najwyżej pozorują działania ograniczając się do mglistych ewentualnych sankcji, śląc noty dyplomatyczne itp.
A polscy rolnicy i sadownicy, dzięki stanowczej, nieprzejednanej i piramidalnie bezmyślnej polityce zagranicznej swego kraju już tracą miliony złotych dziennie. I oby tylko na tym się to skończyło!
Przy okazji nie można nie zauważyć "podwójnych standardów" krajów tzw. "demokracji zachodniej" stosowanych do oceny tego co działo się na Ukrainie. Politycy i media "wolnego świata" okrzyknęli to co tam zaszło jako oddolny, demokratyczny zryw obywatelski w akcie sprzeciwu wobec, ciemiężących społeczeństwo przy użyciu okrutnego i bezwzględnego "Berkutu", władz.
Jak większość polityków i dziennikarzy nie byłem tam na miejscu - oglądałem tylko relacje. O dziwo to co ja widziałem ma się nijak do tego co przedarło się do kory mózgowej tuzów naszej polityki i dziennikarstwa.
Z relacji różnych "Monisiów", "Kraśków" i zjednoczonego w swej głupocie PIS-owsko PO-wskiego establishmentu spazmującego w zachwycie nad fenomenem kijowskiego "Majdanu" wynikało, że wredny Berkut rozstrzeliwał niewinny "demokratycznie i pokojowo" nastawiony tłum obrzucający ich różami i wonnymi ziołami.
Co prawda wzrok mam już dość nadwerężony i czasem będąc już po wieczornym drinku oglądałem wtedy wiadomości, ale mimo wszystko zapamiętałem zgoła inne obrazy. W większości przypadków widać było nieruchomy szpaler milicjantów skrytych za swoimi tarczami i dobrze zorganizowany tłum atakujący ich kostką brukową, "koktajlami mołotowa" a nawet w jednej relacji (która jakimś dziwnym trafem nie była już powtórzona) z broni palnej długiej. Według relacji ukraińskich mediów zginęło niespełna 100 ludzi, w tym około 15 milicjantów.
Nie sposób też nie zauważyć, że tylko dzięki bardzo dobrej organizacji, wyszkoleniu i kierowaniu trwający tak długo i opierający się skutecznie siłom porządkowym przewrót mógł się udać. Jego awangardą byli nacjonaliści skupieni w organizacji "Prawy Sektor" będącej koalicją różnych radykalnych i nacjonalistycznych ugrupowań odgrywających w starciach na "Majdanie" wiodącą rolę, np. SNA (Patrioci Ukrainy), Tryzub, Biały Młot, UNA-UNSO, C14 (uznawani za neonazistowskie skrzydło partii Swoboda), a także grupy kiboli, głównie Dynama Kijów. Określano ich niekiedy jako "armię Majdanu".
By oddać istotę tego ruchu przypomnę wypowiedzi Andrija Tarasenko, rzecznika "Prawego Sektora". Osobnik ten twierdzi na przykład, że zbrodnie banderowców na Wołyniu to brednie, a sprawiedliwość nakazywałaby aby ziemie na których żyli Ukraińcy wróciły do Ukrainy, zaznaczając że ma na myśli Przemyśl i kilkanaście innych powiatów RP.
W swej łaskawości oznajmił, że chcą osiągnąć ten stan rzeczy metodami dyplomatycznymi, cokolwiek to w pojęciu ideologicznych następców Bandery znaczy.
Na koniec nie mogę nie zadać oczywistego pytania. A jak by zareagowali ci wszyscy oburzeni sytuacją na Ukrainie obecnie rządzący politycy gdyby w Warszawie, Berlinie lub w Paryżu kilkudziesięciotysięczny tłum, twierdząc że jest wyrazicielem całego narodu, zażądał ustąpienia legalnie wybranych władz?
Śmiem twierdzić, że "w imię obrony wartości demokracji zachodniej" kamień na kamieniu by się tam, od broni gładkolufowej, armatek wodnych, pałek służbowych, nie ostał! (patrz art. 13 Konstytucji RP).
I słusznie zresztą.
Tylko, że w ocenie postępowania władz Ukrainy i Rosji mamy tu podręcznikowy przykład "moralności Kalego".
PS.
Jako ciekawostka, przy okazji "wyszło szydło z worka" jeżeli chodzi o planowanie w sferze obronności RP. Otóż do roku 1988 kiedy to rozpoczęliśmy starania o wejście do NATO jedynie słusznym kierunkiem przygotowań obronnych był kierunek zachodni i to właśnie na zachodnich rubieżach RP rozmieszczano trzon sił zbrojnych naszego kraju.
Od tamtego czasu minęło 20 lat, zmieniliśmy doktrynę obronną i sojuszników, zredukowaliśmy swą armię ponad 5-krotnie, skanibalizowaliśmy to co zostało, by zasymulować międzynarodowość interwencji amerykanów, utrzymując kilkutysięczny kontyngent ekspedycyjny w Iraku i Afganistanie, nie mamy przeszkolonych rezerw, bo zrezygnowaliśmy z powszechnego poboru, na utrzymanie i szkolenie Narodowych Sił Rezerwowych nie mamy pieniędzy, a na główny kierunek zagrożenia czyli na kierunek wschodni nie przerzuciliśmy żadnych sił (ostanie nasze nabytki, czyli wycofane z Bundeswehry Leopardy też zostały w okolicach Żagania).
Jednym słowem niech obywatele "Polski B" wiedzą, że ich kraj w przypadku ewentualnego konfliktu regionalnego rozpocznie działania obronne najwcześniej w oparciu o linię Wisły.
W mojej ocenie konsekwencją obecnej polityki zagranicznej Polski może być sytuacja, w której nasz kraj zyska kolejną, po Powstaniu Kościuszkowskim, Listopadowym, Styczniowym, Warszawskim i innych, okazję do świętowania rocznicy porazki.
Natomiast jak zawsze na ofiarnym stosie położą głowy niewinni niczemu, przeciwni wojnie obywatele, a ci którzy taką sytuację wywołali w dostatku, w zaciszu swych gabinetów lub zagranicznych apartamentów dalej "poświęcać się będą dla naszego dobra".