Odkłamywanie rzeczywistości. Część III. Co nas zabija. (2013r.)
: wtorek, 5 listopada 2013, 11:23
Czy na pewno zabija nas to co najbardziej kochamy?
Jak powszechnie wiadomo są trzy zasadnicze rodzaje kłamstwa: prognozy pogody, obietnice przedwyborcze i statystyki.
Ale właśnie od odrobiny statystyk muszę zacząć ten temat. A konkretnie trochę danych z Komendy Głównej Policji.
I tak:
- w roku 2003 w Polsce było około 15 900 000 pojazdów silnikowych, w tym około 900 000 motocykli,
- w roku 2011 w Polsce było 24 189 370 pojazdów silnikowych, w tym 1 069 195 motocykli
Dane za rok 2012.
- ilość wypadków z udziałem motocykli: 2395, w tym z winy motocyklistów: 994, a więc prawie 60 % wypadków z udziałem motocyklistów jest powodowanych przez kierujących innymi pojazdami - głównie samochodami osobowymi.
- zginęło 261 motocyklistów (249 kierujących i 12 pasażerów), w tym 110 uśmiercili kierowy aut.
- na jeden motocykl przypada 0,2 % wypadków, na jeden samochód 0,15 % (w odniesieniu do liczby zarejestrowanych w Polsce pojazdów danego typu), ale gdy weźmiemy pod uwagę tylko wypadki zawinione przez motocyklistów, to na jeden motocykl przypada 0,09 % wypadków, czyli znacznie mniej niż na jeden samochód.
- na jeden motocykl przypada 0,020 % wypadków śmiertelnych, na jeden samochód 0,015 % wypadków śmiertelnych.
Najważniejsze wnioski z powyższych cyferek są następujące:
1. Statystycznie motocykliści są bardziej bezpiecznymi kierowcami niż kierowcy samochodów - zresztą motocykliści również prowadzą auta na co dzień, przez co mają o wiele większe doświadczenie drogowe niż kierowcy "mono pojazdowi".
2. Większość ofiar śmiertelnych wśród motocyklistów ginie z nie swojej winy.
3. Motocykliści są o wiele bardziej narażeni na śmierć na drodze - nie trzeba zresztą analizować statystyk by wiedzieć, że nie chroniony niczym poza kaskiem i ubraniem motocyklista, ma o wiele większą szansę na śmierć w wypadku niż, zabezpieczony pasami, poduszkami, kurtynami, a przede wszystkim tonami stali, kierowca w aucie.
Skoro jest tak jak napisałem powyżej skąd się biorą stereotypy, że to motocykliści są "złem wcielonym" na naszych drogach. Sprawa wydaje się znowu oczywista. Wśród motocyklistów, podobnie jak i wśród kierowców aut nie brakuje idiotów, frustratów rozładowujących emocje na drodze, osobników o nienachalnej inteligencji czy też zwykłych chamów i gamoniów. Jednak jest ich znacznie mniej niż by się wydawało. Za to są o wiele bardziej widoczni. Motocykli jest po prostu mniej niż aut, bardziej przyciągają uwagę na drodze, a jak już coś się z ich udziałem na drodze wydarzy jest bardziej "widowiskowe" - choćby z tego powodu, że trupa w powypadkowym aucie trudno dostrzec, a zmasakrowanego ciała motocyklisty leżącego na drodze lub poboczu trudno nie zauważyć.
Sporą "zasługę" mają tu też media. Uwagi redaktorów "padlinożerców" w pocie czoła pracujących na "wierszówkę" wypadki samochodowe już nie zaprzątają, gdyż ze względu na ilość spowszedniały, ale gdy trafi się drastyczny wypadek motocyklowy, to takiej okazji na pewno nie przepuszczą - wiedzą, że krew się najlepiej sprzedaje.
Wracając do meritum sprawy, rozważmy zatem jakie są "grzechy główne" kierowców samochodów?
Oczywiście nie przestrzegają przepisów.
W grupie wypadków spowodowanych w 2012 r. przez innych użytkowników dróg, w których poszkodowany został motocyklista dominują kierowcy samochodów osobowych, a główne ich przyczyny to:
- nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu (790 zdarzeń),
- za duża prędkość (564 zdarzeń),
- nieprawidłowe wyprzedzanie (164 zdarzeń),
- niezachowanie bezpiecznej odległości (107 zdarzeń),
- nieprawidłowa zmiana pasa ruchu (96 zdarzeń),
- nieprawidłowo wykonany manewr skrętu (89 zdarzeń).
To jednak moim zdaniem nie wyczerpuje zagadnienia.
Według mojej oceny fakt, że znakomitej większości kierowców aut nie jest dane, choć przez krótki okres czasu, wcielić się w skórę motocyklisty, a ich wyobraźnia i zdolność przewidywania zawodzą, powoduje brak możliwości właściwej oceny wielu sytuacji drogowych.
Najprościej rzecz ujmując:
a) obecność motocykla na drodze jest niezauważana lub też zauważana za późno,
b) zdolności trakcyjne motocykla (przyśpieszenie, prędkość) są oceniane niewłaściwie.
c) możliwości manewrowe motocykla w ruchu miejskim są ignorowane przez kierowców aut - motocykliści, zgodnie z prawem o ruchu drogowym, mogą manewrować w korku między samochodami, jednak wielu kierowców o tym nie wie, a często celowo jest to przez nich utrudniane lub nierejestrowane z powodu braku właściwej obserwacji tylnej strefy w lusterkach i nie branie pod uwagę przy manewrach tzw. "martwej strefy" obserwacji sytuacji dookoła własnego pojazdu.
Dla lepszego oddziaływania niniejszego tekstu na wyobraźnię posłużę się porównaniami.
Porównanie przyśpieszenia.
Niewiele motocykli przyśpiesza od 0 do 100 km/h w czasie dłuższym niż 5 sekund - nawet mój 30 letni GL1200, który pusty waży prawie 400 kg to potrafi. Ale jest też spora liczba popularnych, seryjnie produkowanych motocykli, których czas przyśpieszenia od 0 do 100 km/h wynosi poniżej 3 sekund, np. Yamaha R1.
Jakie auta mogą w tej dziedzinie z motocyklem konkurować? Nawet najszybsze auta sportowe, takie jak Audi RS2, Subaru Impreza WRX, Ferrari 348, Porsche 911 Carrera są wolniejsze.
Z cięższymi motocyklami mogą konkurować np. McLaren F1, który od 0 do 100 km/h przyśpiesza w 3,3 sekundy, Ferrari Enzo, który od 0 do 100 km/h przyśpiesza w 3,5 sekundy. No ale z R1-ką może powalczyć chyba jedynie Bugatti Veyron - od 0 do 100 km/h w 2,5 sekundy.
No więc Szanowny Kolego/Koleżanko Kierowco! Jeżeli nie masz Farrari, to nie staraj się po próżnicy konkurować z motocyklem przy starcie ze świateł. A nawet jeżeli masz Ferrari, też tego nie rób, bo możesz trafić na "ścigacza", który kosztuje tyle co przeciętne używane auto, a parametrami dorównuje najszybszym samochodom świata.
Pamiętaj też, że zanim ruszysz na skrzyżowaniu z sygnalizacją świetlną, motocykl będzie już po drugiej stronie skrzyżowania. Jeżeli masz ponadto w zwyczaju przejeżdżanie skrzyżowań na "ciemno zielonym" możesz łatwo trafić w prawidłowo ruszającego ze świateł motocyklistę.
Porównanie zdolności przemieszczania się.
Większość motocykli dysponuje mocą silnika przewyższającą 100 KM przy masie własnej rzadko kiedy przewyższającej 300 kg, a w grupie tzw. "ścigaczy" moce silników sięgają często powyżej 170 KM, przy masie własnej około 200 kg.
Duże moce przy relatywnie niewielkiej masie skutkują nie tylko znakomitym przyśpieszeniem, ale też dużymi prędkościami przemieszczania się.
A więc Drogi Kolego/Koleżanko Kierowco auta, jeżeli przejeżdżasz obok motocykla włączającego się do ruchu musisz wiedzieć, że za kilka sekund będzie on tuż za Tobą lub będzie cię wyprzedzał. Zatem przed wykonaniem manewru np. skrętu w lewo, zawracania lub wyprzedzania spójrz uważnie w lusterko. Wiadomo, że to malutki, w porównaniu z Twoim autem, pojazd który w dodatku błyskawicznie zmienia swoje położenia. W takim razie sprawdź dwa razy zanim zajedziesz mu drogę powodując nieszczęście.
Wyjeżdżając z posesji lub drogi podporządkowanej również popatrz Drogi Kolego/Koleżanko Kierowco na boki. Zrób to uważnie. Poświeć te 3 sekundy swego cennego czasu i upewnij się czy to co widzisz da Ci wystarczająca dużo czasu na Twój planowany manewr. Jeżeli masz wątpliwości to poczekaj. Ledwo dostrzegalny w oddali kształt za kilka sekund może okazać się motocyklem na "kursie kolizyjnym" z Twoim pojazdem. Czy na pewno warto zabrać komuś życie i zmarnować swoje dla tych kilku sekund?
Jadąc w miejskim korku zerknij od czasu do czasu w lusterko, a gdy zobaczysz "coś" lawirującego pomiędzy samochodami, bądź uprzejmy i "przytul się" odrobinę w jedną czy drugą stronę, dając "jednośladowi" wolną przestrzeń do przejazdu. Taki sposób jazdy nie jest bezczelnością, a jedynie zgodnym z prawem wykorzystywaniem możliwości maszyny o małych gabarytach na każdym skrawku wolnej miejskiej przestrzeni. W końcu to, że on będzie szybciej u celu nie wpływa w ogóle na to kiedy Ty tam dotrzesz.
A jak mamy postępować my motocykliści?
Mając te 100 - 200 KM "między nogami" zachowajmy po prostu zdrowy rozsądek i pamiętajmy o zasadzie "ograniczonego zaufania", bo właśnie one mogą nam kiedyś pomóc wyjść cało z opresji i pozwolić nam jeszcze przez długie lata cieszyć się naszą pasją. Niech nie znajduje zastosowania tekst, który gdzieś, kiedyś zasłyszałem:
"Miałem pierwszeństwo, zwykł mawiać dumnie. I takie epitafium wypisano na trumnie”.
Jak widać z powyższego wywodu, w większości przypadków wcale nie zabija nas to co najbardziej kochamy - przykro mi Koledzy, że podważyłem ten romantyczny mit. Choć z drugiej strony, jeżeli statystyki leżą u podstaw tego stwierdzenia, to może i ono samo jest wierutnym kłamstwem?
Jak powszechnie wiadomo są trzy zasadnicze rodzaje kłamstwa: prognozy pogody, obietnice przedwyborcze i statystyki.
Ale właśnie od odrobiny statystyk muszę zacząć ten temat. A konkretnie trochę danych z Komendy Głównej Policji.
I tak:
- w roku 2003 w Polsce było około 15 900 000 pojazdów silnikowych, w tym około 900 000 motocykli,
- w roku 2011 w Polsce było 24 189 370 pojazdów silnikowych, w tym 1 069 195 motocykli
Dane za rok 2012.
- ilość wypadków z udziałem motocykli: 2395, w tym z winy motocyklistów: 994, a więc prawie 60 % wypadków z udziałem motocyklistów jest powodowanych przez kierujących innymi pojazdami - głównie samochodami osobowymi.
- zginęło 261 motocyklistów (249 kierujących i 12 pasażerów), w tym 110 uśmiercili kierowy aut.
- na jeden motocykl przypada 0,2 % wypadków, na jeden samochód 0,15 % (w odniesieniu do liczby zarejestrowanych w Polsce pojazdów danego typu), ale gdy weźmiemy pod uwagę tylko wypadki zawinione przez motocyklistów, to na jeden motocykl przypada 0,09 % wypadków, czyli znacznie mniej niż na jeden samochód.
- na jeden motocykl przypada 0,020 % wypadków śmiertelnych, na jeden samochód 0,015 % wypadków śmiertelnych.
Najważniejsze wnioski z powyższych cyferek są następujące:
1. Statystycznie motocykliści są bardziej bezpiecznymi kierowcami niż kierowcy samochodów - zresztą motocykliści również prowadzą auta na co dzień, przez co mają o wiele większe doświadczenie drogowe niż kierowcy "mono pojazdowi".
2. Większość ofiar śmiertelnych wśród motocyklistów ginie z nie swojej winy.
3. Motocykliści są o wiele bardziej narażeni na śmierć na drodze - nie trzeba zresztą analizować statystyk by wiedzieć, że nie chroniony niczym poza kaskiem i ubraniem motocyklista, ma o wiele większą szansę na śmierć w wypadku niż, zabezpieczony pasami, poduszkami, kurtynami, a przede wszystkim tonami stali, kierowca w aucie.
Skoro jest tak jak napisałem powyżej skąd się biorą stereotypy, że to motocykliści są "złem wcielonym" na naszych drogach. Sprawa wydaje się znowu oczywista. Wśród motocyklistów, podobnie jak i wśród kierowców aut nie brakuje idiotów, frustratów rozładowujących emocje na drodze, osobników o nienachalnej inteligencji czy też zwykłych chamów i gamoniów. Jednak jest ich znacznie mniej niż by się wydawało. Za to są o wiele bardziej widoczni. Motocykli jest po prostu mniej niż aut, bardziej przyciągają uwagę na drodze, a jak już coś się z ich udziałem na drodze wydarzy jest bardziej "widowiskowe" - choćby z tego powodu, że trupa w powypadkowym aucie trudno dostrzec, a zmasakrowanego ciała motocyklisty leżącego na drodze lub poboczu trudno nie zauważyć.
Sporą "zasługę" mają tu też media. Uwagi redaktorów "padlinożerców" w pocie czoła pracujących na "wierszówkę" wypadki samochodowe już nie zaprzątają, gdyż ze względu na ilość spowszedniały, ale gdy trafi się drastyczny wypadek motocyklowy, to takiej okazji na pewno nie przepuszczą - wiedzą, że krew się najlepiej sprzedaje.
Wracając do meritum sprawy, rozważmy zatem jakie są "grzechy główne" kierowców samochodów?
Oczywiście nie przestrzegają przepisów.
W grupie wypadków spowodowanych w 2012 r. przez innych użytkowników dróg, w których poszkodowany został motocyklista dominują kierowcy samochodów osobowych, a główne ich przyczyny to:
- nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu (790 zdarzeń),
- za duża prędkość (564 zdarzeń),
- nieprawidłowe wyprzedzanie (164 zdarzeń),
- niezachowanie bezpiecznej odległości (107 zdarzeń),
- nieprawidłowa zmiana pasa ruchu (96 zdarzeń),
- nieprawidłowo wykonany manewr skrętu (89 zdarzeń).
To jednak moim zdaniem nie wyczerpuje zagadnienia.
Według mojej oceny fakt, że znakomitej większości kierowców aut nie jest dane, choć przez krótki okres czasu, wcielić się w skórę motocyklisty, a ich wyobraźnia i zdolność przewidywania zawodzą, powoduje brak możliwości właściwej oceny wielu sytuacji drogowych.
Najprościej rzecz ujmując:
a) obecność motocykla na drodze jest niezauważana lub też zauważana za późno,
b) zdolności trakcyjne motocykla (przyśpieszenie, prędkość) są oceniane niewłaściwie.
c) możliwości manewrowe motocykla w ruchu miejskim są ignorowane przez kierowców aut - motocykliści, zgodnie z prawem o ruchu drogowym, mogą manewrować w korku między samochodami, jednak wielu kierowców o tym nie wie, a często celowo jest to przez nich utrudniane lub nierejestrowane z powodu braku właściwej obserwacji tylnej strefy w lusterkach i nie branie pod uwagę przy manewrach tzw. "martwej strefy" obserwacji sytuacji dookoła własnego pojazdu.
Dla lepszego oddziaływania niniejszego tekstu na wyobraźnię posłużę się porównaniami.
Porównanie przyśpieszenia.
Niewiele motocykli przyśpiesza od 0 do 100 km/h w czasie dłuższym niż 5 sekund - nawet mój 30 letni GL1200, który pusty waży prawie 400 kg to potrafi. Ale jest też spora liczba popularnych, seryjnie produkowanych motocykli, których czas przyśpieszenia od 0 do 100 km/h wynosi poniżej 3 sekund, np. Yamaha R1.
Jakie auta mogą w tej dziedzinie z motocyklem konkurować? Nawet najszybsze auta sportowe, takie jak Audi RS2, Subaru Impreza WRX, Ferrari 348, Porsche 911 Carrera są wolniejsze.
Z cięższymi motocyklami mogą konkurować np. McLaren F1, który od 0 do 100 km/h przyśpiesza w 3,3 sekundy, Ferrari Enzo, który od 0 do 100 km/h przyśpiesza w 3,5 sekundy. No ale z R1-ką może powalczyć chyba jedynie Bugatti Veyron - od 0 do 100 km/h w 2,5 sekundy.
No więc Szanowny Kolego/Koleżanko Kierowco! Jeżeli nie masz Farrari, to nie staraj się po próżnicy konkurować z motocyklem przy starcie ze świateł. A nawet jeżeli masz Ferrari, też tego nie rób, bo możesz trafić na "ścigacza", który kosztuje tyle co przeciętne używane auto, a parametrami dorównuje najszybszym samochodom świata.
Pamiętaj też, że zanim ruszysz na skrzyżowaniu z sygnalizacją świetlną, motocykl będzie już po drugiej stronie skrzyżowania. Jeżeli masz ponadto w zwyczaju przejeżdżanie skrzyżowań na "ciemno zielonym" możesz łatwo trafić w prawidłowo ruszającego ze świateł motocyklistę.
Porównanie zdolności przemieszczania się.
Większość motocykli dysponuje mocą silnika przewyższającą 100 KM przy masie własnej rzadko kiedy przewyższającej 300 kg, a w grupie tzw. "ścigaczy" moce silników sięgają często powyżej 170 KM, przy masie własnej około 200 kg.
Duże moce przy relatywnie niewielkiej masie skutkują nie tylko znakomitym przyśpieszeniem, ale też dużymi prędkościami przemieszczania się.
A więc Drogi Kolego/Koleżanko Kierowco auta, jeżeli przejeżdżasz obok motocykla włączającego się do ruchu musisz wiedzieć, że za kilka sekund będzie on tuż za Tobą lub będzie cię wyprzedzał. Zatem przed wykonaniem manewru np. skrętu w lewo, zawracania lub wyprzedzania spójrz uważnie w lusterko. Wiadomo, że to malutki, w porównaniu z Twoim autem, pojazd który w dodatku błyskawicznie zmienia swoje położenia. W takim razie sprawdź dwa razy zanim zajedziesz mu drogę powodując nieszczęście.
Wyjeżdżając z posesji lub drogi podporządkowanej również popatrz Drogi Kolego/Koleżanko Kierowco na boki. Zrób to uważnie. Poświeć te 3 sekundy swego cennego czasu i upewnij się czy to co widzisz da Ci wystarczająca dużo czasu na Twój planowany manewr. Jeżeli masz wątpliwości to poczekaj. Ledwo dostrzegalny w oddali kształt za kilka sekund może okazać się motocyklem na "kursie kolizyjnym" z Twoim pojazdem. Czy na pewno warto zabrać komuś życie i zmarnować swoje dla tych kilku sekund?
Jadąc w miejskim korku zerknij od czasu do czasu w lusterko, a gdy zobaczysz "coś" lawirującego pomiędzy samochodami, bądź uprzejmy i "przytul się" odrobinę w jedną czy drugą stronę, dając "jednośladowi" wolną przestrzeń do przejazdu. Taki sposób jazdy nie jest bezczelnością, a jedynie zgodnym z prawem wykorzystywaniem możliwości maszyny o małych gabarytach na każdym skrawku wolnej miejskiej przestrzeni. W końcu to, że on będzie szybciej u celu nie wpływa w ogóle na to kiedy Ty tam dotrzesz.
A jak mamy postępować my motocykliści?
Mając te 100 - 200 KM "między nogami" zachowajmy po prostu zdrowy rozsądek i pamiętajmy o zasadzie "ograniczonego zaufania", bo właśnie one mogą nam kiedyś pomóc wyjść cało z opresji i pozwolić nam jeszcze przez długie lata cieszyć się naszą pasją. Niech nie znajduje zastosowania tekst, który gdzieś, kiedyś zasłyszałem:
"Miałem pierwszeństwo, zwykł mawiać dumnie. I takie epitafium wypisano na trumnie”.
Jak widać z powyższego wywodu, w większości przypadków wcale nie zabija nas to co najbardziej kochamy - przykro mi Koledzy, że podważyłem ten romantyczny mit. Choć z drugiej strony, jeżeli statystyki leżą u podstaw tego stwierdzenia, to może i ono samo jest wierutnym kłamstwem?