Bieszczady, Słowacja 16 - 18 lipiec 2013
: poniedziałek, 22 lipca 2013, 12:08
Zaplanowany wyjazd przekładaliśmy kilka razy, głównie ze względu na kapryśną pogodę.
Wreszcie zdesperowani ustaliliśmy, że bez względu na wszystko ruszamy we wtorek 16 lipca.
Ruszyliśmy w składzie 3-y osobowym, osobników w wieku mocno zaawansowanym (Sabix, Manson, WB - łącznie niespełna 200 lat), około godz. 11.00, choć Andrzej do ostatniej minuty obsługiwał klientów serwisu.
Pierwszy postój na tankowanie Hondy Mansona w okolicach Jarosławia. Nasze 2 GoldWingi było tankowane zdecydowanie rzadziej (23 litry w baku), ale za to jak już do tego dochodziło to piły konkretnie. Obiad w znanej już kilku z Was knajpie z samolotem w Lutczy. Ponieważ byliśmy już w Bieszczadach Zachodnich, a słońce było jeszcze wysoko zwiedziliśmy Muzeum Górnictwa Naftowego w Bóbrce (Manson czuł się prawie jak za dawnych czasów) . Mnie udało się nawet nie zepsuć makiety wieży wiertniczej uruchamianej korbą. Na bazę wypadową wybraliśmy gospodarstwo agroturystyczne w Daliowej (bo niedaleko przejścia w Barwinku) - bardzo mili gospodarze i dobra kuchnia. Oto dane kontaktowe:
Olimpia i Dariusz Wilczek, Daliowa 53, 38-485 Jaśliska, tel: 13 431-03-81, 661-106-832, e-mail: zakucie@vp.pl, http://www.zakucie.republika.pl" onclick="window.open(this.href);return false;
Odpoczynek i planowanie. Następnego dnia ruszyliśmy na Słowację. Najpierw tankowanie w Barwinku, a potem do Starej Lubovny na zwiedzanie zamku. Andrzej odkrył, że był on w przeszłości własnością m.in. Zamoyskich. Na jego uwagę, ze przyszliśmy oglądać swoje włości miejscowi zareagowali z "wymuszonym spokojem". Jeszcze pożegnalne fotki na tle zamku i ruszamy dalej. Widoki w czasie drogi w Tatry Wysokie momentami zapierały dech w piersiach. Po nasyceniu oczu pięknymi górami (w sumie byliśmy blisko Zakopanego, tylko z drugiej strony pasma Tatr) ruszyliśmy do Popradu, a stamtąd tym razem autostradą, w kierunku Presova i Svidnika.
Po drodze tankowanie i piękny zamek w miejscowości Spisky Hrad oraz klimatyczny przejazd prawie 5 kilometrowym tunelem (niestety brak fotek). Blisko granicy z Polską, w miejscowości Hunkowce, odpoczęliśmy i zwiedziliśmy niemiecki cmentarz wojenny z czasów bitwy o Przełęcz Dukielską. Ponieważ Słowacja była już za nami (u nich tolerancji na % nie ma!) kolacja była bardziej wystawna. Po kolacji utrudzeni poszliśmy spać. Nazajutrz pobudka, pożegnalna fotka na tle naszego popasu i w Bieszczady. Najpierw Komańcza i Klasztor w którym internowano Kard. Wyszyńskiego. Po drodze do Cisnej spotkanie z Bieszczadzką Ciuchcią ... i odpoczynek w Cisnej. Z Cisnej przepięknym skrótem przez Dołżycę ... do Terki - wiadomo, że na pstrąga: Okazuje się, że rybka "palce lizać", a motocykliści mają tam specjalne przywileje: Następnie zwiedzanie wnętrza zapory elektrowni w Solinie (szkoda, ze Was tam nie było koledzy z PGE!!!). Niestety nie można było robić fotek (były próby z ukrycia bo ochroniarz łaził za nami jak nie przymierzając podejrzliwa żona, ale bez lampy niewiele z tego wyszło). Z Soliny skok do Myczkowiec i zwiedzanie Ośrodka Rehabilitacyjno-Wypoczynkowego Caritas. Główna atrakcja to makiety cerkwi z różnych stron świata. Opuszczamy Bieszczady trasą na Ustrzyki Dolne, Krościenko, Birczę i Krasiczyn, gdzie spożywamy tradycyjne kartacze, a ja gubię telefon (przy okazji proszę wszystkich o odzywanie się bo utraciłem listę kontaktów
)
Z Krasiczyna przez Przemyśl i Jarosław do Lubaczowa i wystawne przyjęcie u jednej z córek Sabixa.
Wieczorna pora i ponad 1000 km trasa dawała nam się już we znaki, więc bez zbytniego ociągania się ruszyliśmy do Zamościa.
W domu byliśmy około 21.00: zmęczeni ale bardzo, bardzo .... zadowoleni.
Już myślimy jak by tu taki wypadzik, tym razem np. na wschodnią Słowację lub Mazury powtórzyć.
Wreszcie zdesperowani ustaliliśmy, że bez względu na wszystko ruszamy we wtorek 16 lipca.
Ruszyliśmy w składzie 3-y osobowym, osobników w wieku mocno zaawansowanym (Sabix, Manson, WB - łącznie niespełna 200 lat), około godz. 11.00, choć Andrzej do ostatniej minuty obsługiwał klientów serwisu.
Pierwszy postój na tankowanie Hondy Mansona w okolicach Jarosławia. Nasze 2 GoldWingi było tankowane zdecydowanie rzadziej (23 litry w baku), ale za to jak już do tego dochodziło to piły konkretnie. Obiad w znanej już kilku z Was knajpie z samolotem w Lutczy. Ponieważ byliśmy już w Bieszczadach Zachodnich, a słońce było jeszcze wysoko zwiedziliśmy Muzeum Górnictwa Naftowego w Bóbrce (Manson czuł się prawie jak za dawnych czasów) . Mnie udało się nawet nie zepsuć makiety wieży wiertniczej uruchamianej korbą. Na bazę wypadową wybraliśmy gospodarstwo agroturystyczne w Daliowej (bo niedaleko przejścia w Barwinku) - bardzo mili gospodarze i dobra kuchnia. Oto dane kontaktowe:
Olimpia i Dariusz Wilczek, Daliowa 53, 38-485 Jaśliska, tel: 13 431-03-81, 661-106-832, e-mail: zakucie@vp.pl, http://www.zakucie.republika.pl" onclick="window.open(this.href);return false;
Odpoczynek i planowanie. Następnego dnia ruszyliśmy na Słowację. Najpierw tankowanie w Barwinku, a potem do Starej Lubovny na zwiedzanie zamku. Andrzej odkrył, że był on w przeszłości własnością m.in. Zamoyskich. Na jego uwagę, ze przyszliśmy oglądać swoje włości miejscowi zareagowali z "wymuszonym spokojem". Jeszcze pożegnalne fotki na tle zamku i ruszamy dalej. Widoki w czasie drogi w Tatry Wysokie momentami zapierały dech w piersiach. Po nasyceniu oczu pięknymi górami (w sumie byliśmy blisko Zakopanego, tylko z drugiej strony pasma Tatr) ruszyliśmy do Popradu, a stamtąd tym razem autostradą, w kierunku Presova i Svidnika.
Po drodze tankowanie i piękny zamek w miejscowości Spisky Hrad oraz klimatyczny przejazd prawie 5 kilometrowym tunelem (niestety brak fotek). Blisko granicy z Polską, w miejscowości Hunkowce, odpoczęliśmy i zwiedziliśmy niemiecki cmentarz wojenny z czasów bitwy o Przełęcz Dukielską. Ponieważ Słowacja była już za nami (u nich tolerancji na % nie ma!) kolacja była bardziej wystawna. Po kolacji utrudzeni poszliśmy spać. Nazajutrz pobudka, pożegnalna fotka na tle naszego popasu i w Bieszczady. Najpierw Komańcza i Klasztor w którym internowano Kard. Wyszyńskiego. Po drodze do Cisnej spotkanie z Bieszczadzką Ciuchcią ... i odpoczynek w Cisnej. Z Cisnej przepięknym skrótem przez Dołżycę ... do Terki - wiadomo, że na pstrąga: Okazuje się, że rybka "palce lizać", a motocykliści mają tam specjalne przywileje: Następnie zwiedzanie wnętrza zapory elektrowni w Solinie (szkoda, ze Was tam nie było koledzy z PGE!!!). Niestety nie można było robić fotek (były próby z ukrycia bo ochroniarz łaził za nami jak nie przymierzając podejrzliwa żona, ale bez lampy niewiele z tego wyszło). Z Soliny skok do Myczkowiec i zwiedzanie Ośrodka Rehabilitacyjno-Wypoczynkowego Caritas. Główna atrakcja to makiety cerkwi z różnych stron świata. Opuszczamy Bieszczady trasą na Ustrzyki Dolne, Krościenko, Birczę i Krasiczyn, gdzie spożywamy tradycyjne kartacze, a ja gubię telefon (przy okazji proszę wszystkich o odzywanie się bo utraciłem listę kontaktów
Z Krasiczyna przez Przemyśl i Jarosław do Lubaczowa i wystawne przyjęcie u jednej z córek Sabixa.
Wieczorna pora i ponad 1000 km trasa dawała nam się już we znaki, więc bez zbytniego ociągania się ruszyliśmy do Zamościa.
W domu byliśmy około 21.00: zmęczeni ale bardzo, bardzo .... zadowoleni.
Już myślimy jak by tu taki wypadzik, tym razem np. na wschodnią Słowację lub Mazury powtórzyć.