Z okazji Dnia Wojska Polskiego (2011r.)
: piątek, 12 sierpnia 2011, 21:37
Ocena skutków "profesionalizacji" armii.
Jako osoba o przeszłości wojskowej, zajmująca się obecnie między innymi zagadnieniami obronności zostałem "moralnie" zmuszony do zabrania głosu w ww. sprawie.
Otóż stosunkowo niedawno politycy (nie mylić z profesionalistami) założyli, że skoro:
- Polska nie ma bliskiego wroga, nic i nikt na nas podobno nie czyha !?,
- sojusz z NATO i współpraca z USA gwarantują nam bezpieczeństwo,
to wystarczą nam małe siły o charakterze ekspedycyjnym, a społeczeństwo ze spokojem i ufnością powinno budować swoją przyszłość.
Opracowano program tzw. profesjonalizacji sił zbrojnych, który zakładał bardzo dużą redukcję stanu osobowego i wstrzymanie poboru. Siły Zbrojne dzięki mniejszej liczebności miały otrzymać za to lepsze wyposażenie, miały być mobilne, bardzo dobrze wyszkolone, między innymi dzięki doświadczeniu z misji bojowych u boku Amerykanów i sojuszników z NATO.
Program ten, z powodu błędnych założeń oraz szkodliwych dla obronności państwa decyzji
politycznych, nie ma szans powodzenia.
W ramach oszczędności wojsko straciło wiele miliardów ze swego pierwotnie planowanego
budżetu, a następnie, między innymi z powodu braku możliwości finansowania, nasze siły
zostały wycofane z Iraku i operacji ONZ na Bliskim Wschodzie. W roku bieżącym nie
podjęlismy udziału w operacji w Libii a wkrótce ma nastąpić również wycofanie się naszych
sił z Afganistanu.
W efekcie nie tworzymy dużej armii obronnej, gdyż nie dostrzegamy potencjalnego zagrożenia, choć na wiele jeszcze lat pozostaniemy państwem granicznym NATO i UE !!!
Tworzymy natomiast małą, mobilną ale drogą armię do zadań ekspedycyjnych (na posyłki NATO i USA), która nie jest przydatna dla celów obronnych naszego kraju, gdyż mobilne, a więc z natury rzeczy lekkie jednostki takich zadań nie są w stanie realizować.
Pod hasłem profesjonalizacji sił zbrojnych liczebność wojska została znacznie zmniejszona a jego budżet potężnie okrojony. Dla porównania: z ponad 300 tys. armii lat 90-tych mamy
obecnie, trudno to nazwać armią, powiedzmy siły zbrojne, które można zmieścić z powodzeniem na jednym stadionie piłkarskim. W dodatku relatywnie gorzej uzbrojone i o wiele gorzej wyszkolone.
Zniesienie obowiązku służby wojskowej spowodowało, że w razie konfliktu zbrojnego nasze
siły zbrojne nie mogą być efektywnie wsparte przez przeszkolone w czasie pokoju siły
rezerwowe. Nawet laik w dziedzinie obronności wie, że obsługi współczesnego sprzętu
wojskowego nie da się opanować w ciągu kilku dni szkolenia.
Moim zdaniem proces tzw. profesionalizacji naszych sił zbrojnych jest w swych skutkach
katastrofą. Wprowadzono jedynie armię zawodową przez zaniechanie poboru. Nie zapewniono wojsku nowoczesnego uzbrojenia, odebrano skromne przywileje mieszkaniowe i normalne w armiach innych państw przywileje emerytalne, zlikwidowano kasyna, hotele garnizonowe itp.
Wszystko to spowodowało sytuację, w której zdolność bojowa i morale naszych sił zbrojnych są relatywnie o wiele gorsze niż w roku 1939 - nie są one w stanie spełnić swego konstytucyjnego obowiązku ewentualnej obrony państwa!
A już starożytni wiedzieli z doświadczenia, że: „Si vis pacem, para bellum”.
Jako osoba o przeszłości wojskowej, zajmująca się obecnie między innymi zagadnieniami obronności zostałem "moralnie" zmuszony do zabrania głosu w ww. sprawie.
Otóż stosunkowo niedawno politycy (nie mylić z profesionalistami) założyli, że skoro:
- Polska nie ma bliskiego wroga, nic i nikt na nas podobno nie czyha !?,
- sojusz z NATO i współpraca z USA gwarantują nam bezpieczeństwo,
to wystarczą nam małe siły o charakterze ekspedycyjnym, a społeczeństwo ze spokojem i ufnością powinno budować swoją przyszłość.
Opracowano program tzw. profesjonalizacji sił zbrojnych, który zakładał bardzo dużą redukcję stanu osobowego i wstrzymanie poboru. Siły Zbrojne dzięki mniejszej liczebności miały otrzymać za to lepsze wyposażenie, miały być mobilne, bardzo dobrze wyszkolone, między innymi dzięki doświadczeniu z misji bojowych u boku Amerykanów i sojuszników z NATO.
Program ten, z powodu błędnych założeń oraz szkodliwych dla obronności państwa decyzji
politycznych, nie ma szans powodzenia.
W ramach oszczędności wojsko straciło wiele miliardów ze swego pierwotnie planowanego
budżetu, a następnie, między innymi z powodu braku możliwości finansowania, nasze siły
zostały wycofane z Iraku i operacji ONZ na Bliskim Wschodzie. W roku bieżącym nie
podjęlismy udziału w operacji w Libii a wkrótce ma nastąpić również wycofanie się naszych
sił z Afganistanu.
W efekcie nie tworzymy dużej armii obronnej, gdyż nie dostrzegamy potencjalnego zagrożenia, choć na wiele jeszcze lat pozostaniemy państwem granicznym NATO i UE !!!
Tworzymy natomiast małą, mobilną ale drogą armię do zadań ekspedycyjnych (na posyłki NATO i USA), która nie jest przydatna dla celów obronnych naszego kraju, gdyż mobilne, a więc z natury rzeczy lekkie jednostki takich zadań nie są w stanie realizować.
Pod hasłem profesjonalizacji sił zbrojnych liczebność wojska została znacznie zmniejszona a jego budżet potężnie okrojony. Dla porównania: z ponad 300 tys. armii lat 90-tych mamy
obecnie, trudno to nazwać armią, powiedzmy siły zbrojne, które można zmieścić z powodzeniem na jednym stadionie piłkarskim. W dodatku relatywnie gorzej uzbrojone i o wiele gorzej wyszkolone.
Zniesienie obowiązku służby wojskowej spowodowało, że w razie konfliktu zbrojnego nasze
siły zbrojne nie mogą być efektywnie wsparte przez przeszkolone w czasie pokoju siły
rezerwowe. Nawet laik w dziedzinie obronności wie, że obsługi współczesnego sprzętu
wojskowego nie da się opanować w ciągu kilku dni szkolenia.
Moim zdaniem proces tzw. profesionalizacji naszych sił zbrojnych jest w swych skutkach
katastrofą. Wprowadzono jedynie armię zawodową przez zaniechanie poboru. Nie zapewniono wojsku nowoczesnego uzbrojenia, odebrano skromne przywileje mieszkaniowe i normalne w armiach innych państw przywileje emerytalne, zlikwidowano kasyna, hotele garnizonowe itp.
Wszystko to spowodowało sytuację, w której zdolność bojowa i morale naszych sił zbrojnych są relatywnie o wiele gorsze niż w roku 1939 - nie są one w stanie spełnić swego konstytucyjnego obowiązku ewentualnej obrony państwa!
A już starożytni wiedzieli z doświadczenia, że: „Si vis pacem, para bellum”.