Strona 1 z 1

Harleyowcy - zza Buga ;)

: czwartek, 7 sierpnia 2008, 10:34
autor: Marek
Jadę sobie wczoraj ( 6.08 ) Wisłostradą i widzę przede mną choinkę kolorowych światełek. Podjeżdżam bliżej - równym tempem, z zupełnie przyzwoitą prędkością sunie ekipa kilkunastu motocyklistów na harleyach, same wypasione elektry i softajle. Zaczepiam się na ogonie, żeby zobaczyć, jak w tak dużej grupie poradzą sobie w stołecznych korkach. Może się nie obrażą, że podpinam japońca pod amerykański mit? ;) Wygląda, że nie mają nic przeciwko temu.

Zwracam uwage na pracę zabezpieczających kolumnę. Jest ich trzech, dwóch (z początku kolumny i ze środka) co chwilę podaje sygnały (bardzo "rozgadani", ale miejskie warunki wymagają pilniejszej kontroli grupy), reszta, jak gdyby spięta jakimś niewidzialnym łańcuchem, płynnie omija, wyprzedza, przyspiesza. Nikt nie wyprzedza innych, nie gubi się, pełna harmonia, synchronizacja wspaniały widok.

Katurlamy się do rogatek miasta, muszę zboczyć. Wyprzedzam ostatniego, uśmiecha się do mnie skośnooka twarz bikera, macha przyjaźnie. Oczywiście odmachuję. Kolejny - również dalekowschodnie rysy. Następny - to samo. Wszyscy happy, jakby kurs złotówki sięgnął dna. Przy szóstym i ja zaczynam suszyć zęby. Z przodu pick-up techniczny i wielki napis "Korean Harley Davidson Motorcycle Club". :D :D :D Prawie wpadam na pobocze oglądając się za nimi. :D Daleko chłopcy oddalili sie od domów. Takich harleyowców jeszcze moje piękne oczy nie widziały ;)

* * *

I od razu lekki OT: kilka tygodni temu widziałem w TLu Finów na HD i Yamaszce w drodze na wschód.

: sobota, 9 sierpnia 2008, 09:21
autor: sebus00
Ha no to Marek miałeś zaszczyt z taką grupą choć chwilę po obcować z nimi i doświadczyć akceptacji z ich strony, aż miło :)

: sobota, 9 sierpnia 2008, 10:32
autor: Marek
Ha ha, tylko żeby nie wyszło, że ja jakimś szowinistą jestem. Nie jestem ani narodowym, ani motocyklowym.

Po prostu połączenie tych ciężkich hadeków, wpisywanych przez Amerykanów w zbiór tworzący ich dobro narodowe z drobnymi skośnookimi, do których jankesi sami mają stosunek niejednoznaczny - wywołało u mnie nieodparte wrażenie, że świat to już dzisiaj jeden wielki tygiel, gdzie się swobodnie mieszają pozonie niemieszalne składniki. :D