Mając wyśmienite prognozy pogody postanowiliśmy "motocyklicznie" pożegnać upalne lato 2015 r. wyjazdem w Bieszczady.
W środę 16 września zbiórka u Sabixa: Manson, Sabix, Wujek, Gelo, WB.
W Tomaszowie Lub. dołączają Miro i Zagłoba.
W 7 maszyn ruszamy na południe. Pierwszy przystanek to śniadanie przed Jarosławiem
potem starówka w Przemyślu - ponieważ upał już doskwierał, idziemy na pyszne lody i tak ochłodzeni ruszamy do Kalwarii Pacławskiej.
Ponieważ droga w Huwnikach jest remontowana znajdujemy stromy, ale ciekawy objazd na końcu którego rzekę War pokonujemy brodem.
Tu filmik z kamerki Sabixa z przejazdu Kalwaria Pacławska - Huwniki:
https://youtu.be/AgUy_KckqOM" onclick="window.open(this.href);return false;
Piękną, krętą drogą z dobrym asfaltem jedziemy do Arłamowa.
Filmik "Made in Sabix" z tego fragmentu podóży:
https://youtu.be/9l2C9rHEy3U" onclick="window.open(this.href);return false;
Ponieważ pora obiadowa już za pasem udajemy się do Ustrzyk Dolnych do Młyna na obiad.
Czekając na zamówiony posiłek usiłuję znaleźć nocleg, co okazuje się zadaniem telefonicznie niewykonalnym.
Po posiłku szybkim tempem docieramy do Ustrzyk Górnych, gdzie jedna grupa robi zakupy, a druga usiłuje znaleźć nocleg - niestety bez powodzenia. Ruszamy więc do Wetliny, gdzie Zagłoba znajduje dla nas popas.
Prysznic, kolacja z odrobiną dobrego na wszystkie dolegliwości i zmartwienia eliksiru Mansona i sen.
Czwartkowy ranek wita nas pięknym słońcem i silnym wiatrem. Ruszamy na śniadanie do Ustrzyk Górnych,
Manson po wypiciu zimnego piwa okrywa się baranicą,
a ja znajduję wreszcie właściwe, choć odrobinę niewygodne w użyciu, sztućce:
Zagłoba jak zwykle jest bardzo uczynny:
a następnie w "Bieszczadzki Worek". W Stuposianach skręcamy na Muczne i Tarnawę. Droga jak zwykle złożona przede wszystkim z dziur, ale za to malownicza i odwiedzana przez dziką zwierzynę (jelenie i sarny przebiegające w poprzek to norma). Zwiedzamy ostoję żubra,
Znajdujemy tajemniczą ścieżkę:
i wchodzimy na platformy widokowe:
Następnie jedziemy do źródeł Sanu - końcowy odcinek trasy to kamieniste bezdroże na którym tylko Mirek na swojej Aprilli czuje się dobrze. Pozostałe maszyny: cruisery i turystyki zmuszone do roli enduro jakoś sobie radzą w ciężkim terenie - odkręcają się jedynie śruby i wypadają plomby z zębów.
A tak wygląda to z kamery Sabixa:
https://youtu.be/IKwNflBDw6o" onclick="window.open(this.href);return false;
By uniknąć katorgi powrotu, kombinujemy jak tu wrócić inną trasą:
Niestety innej drogi powrotu do cywilizacji nie ma. W drodze powrotnej pierwszy kawałek asfaltu witamy jak zbawienie. Musimy tankować, więc w Stuposianach skręcamy na północ i w pierwszej napotkanej stacji paliw poimy nasze "rumaki".
Kierujemy się teraz w stronę Cisnej i Komańczy. Silny boczny wiatr momentami prawie spycha nas z drogi ciskając w nas listowiem i gałęziami. Na szczęści nic złego się nie dzieje i docieramy do Cisnej, gdzie w "Siekierezadzie" odpoczywamy przy zimnym piwku i lodach.
Z racji późnej pory rezygnujemy z dalszej jazdy na zachód i wracamy do Wetliny.
Przy wyjeździe z Cisnej znajdujemy się nieoczekiwanie tak jakby u siebie:
Kolacja z zimnym piwem urozmaiconym ambrozją z Wolicy Śniatyckiej wprawia nas w wyśmienity nastrój.
Psuje go na chwilę nieudana próba zjedzenia słynnego placka z jagodami ("Chatka Wędrowca" pęka w szwach od turystów więc nie czekamy). Po powrocie na kwaterę zawieramy kilka ciekawych znajomości, więc do późna trwają "nocne Polaków rozmowy".
Wreszcie strudzeni udajemy się na nocny odpoczynek, który zakłóca tylko ryk niedźwiedzia, który znalazł się nad potokiem nad którym stoi nasza kwatera.
Piątek budzi nas znowu wyśmienitą pogodą. Wzywany przez obowiązki opuszcza nas Zagłoba. Pozostali uskuteczniają szybkie śniadanie w knajpie naprzeciwko i w drogę przez Dołżycę, Terkę i Bukowiec na Solinę.
Po drodze badamy głębokość nurtu potoku przed Terką:
i pokonujemy drewniany most dla ekwilibrystów w Terce:
https://youtu.be/GZX7mkukWiQ" onclick="window.open(this.href);return false;
Zwiedzamy zaporę ze zdziwieniem konstatując, że poziom wody jest niższy od normalnego o 15 metrów!
Ruszamy na północ: przez Sanok i Dydnię docieramy do Dynowa, gdzie w dobrze znanej knajpie jemy obiad.
Posileni ruszamy do Przeworska, gdzie opuszcza nas Wujek, który kieruje się na Lublin. Pozostała piątka rusza na Jarosław. Tempo jazdy wzrasta wreszcie do ponad 120 km/h.
I znowu dzięki Sabixowi mamy "ruchome obrazy" z tego etapu wycieczki:
https://youtu.be/e3u97KWwTlU" onclick="window.open(this.href);return false;
Jeszcze krótki odpoczynek na leśnym parkingu przed Oleszycami i już jesteśmy w Tomaszowie Lub., gdzie nie mogło zabraknąć degustacji lodów i zimnych napojów.
W Tomaszowie Lub. Mirek kieruje się na Łaszczów, a Manson, Sabix, Gelo i WB szybkim tempem na Zamość. W Łabuniach odłącza się Gelo. Pozostała trójka przed 17.00 jest już na miejscu.
Wszyscy cali, zdrowi, zmęczeni, a co najważniejsze bardzo zadowoleni.
Kto z nami nie był ten fujara.
Teraz czekamy na tradycyjny już, ostatni w roku, wyjazd w "Płonące Bieszczady".
A tu relacja filmowa Mansona z tego wyjazdu:
https://www.youtube.com/watch?v=_PFPVgy6n88" onclick="window.open(this.href);return false;
Pożegnanie lata w Bieszczadach 16-18 września 2015 r.
-
Wielki Brat
- Zwykły forumowicz
- Posty: 2808
- Rejestracja: poniedziałek, 19 lutego 2007, 08:39
- Motocykl: FJR 1300
- Fido
- Zwykły forumowicz
- Posty: 2231
- Rejestracja: niedziela, 18 lutego 2007, 10:49
- Motocykl: Ten ze zdjęcia
- Lokalizacja: ULH
- Kontakt:
Re: Pożegnanie lata w Bieszczadach 16-18 września 2015 r.
O masz ci babo placek.
Też byłem w biesach.
Wyjechałem w środę 16 po południ i nocowałem w Myczkowcach, hotel Ewka.
Musieliśmy się minąć, szkoda że nie było info o wyjeździe bo by dołączył.
A tak sam się bujałem.
A wiało faktycznie zajebiście.
Też byłem w biesach.
Wyjechałem w środę 16 po południ i nocowałem w Myczkowcach, hotel Ewka.
Musieliśmy się minąć, szkoda że nie było info o wyjeździe bo by dołączył.
A tak sam się bujałem.
A wiało faktycznie zajebiście.