http://www.youthofbritain.com/chillout/
HUMOR
- KAMILOO
- Zwykły forumowicz
- Posty: 462
- Rejestracja: niedziela, 7 października 2007, 19:30
- Motocykl: Yamaha TDR 125, Romet 777, CZ 175/477
- Lokalizacja: Rożniatów k. Zarzecza
- Kontakt:
Przychodzi mąż z pracy, a żona do niego:
- Kran przecieka, trzeba naprawić
mąż na to:
- a co ja hydraulik
żona znowu:
- ogródek trzeba przekopać
mąż:
- a co ja ogrodnik
Na następny dzień, gdy mąż przychodzi z pracy widzi, że kran nie cieknie, ogródek przekopany. Pyta się:
- kto to wszystko zrobił
żona:
- sąsiad powiedział, że jak mu upiekę dobre ciasto albo się z nim prześpię zrobi wszystko, no i zrobił
mąż zdziwiony pyta się:
- to jakie ciasto mu upiekłaś
oburzona żona na to:
- a co ja cukiernik jestem

- Kran przecieka, trzeba naprawić
mąż na to:
- a co ja hydraulik
żona znowu:
- ogródek trzeba przekopać
mąż:
- a co ja ogrodnik
Na następny dzień, gdy mąż przychodzi z pracy widzi, że kran nie cieknie, ogródek przekopany. Pyta się:
- kto to wszystko zrobił
żona:
- sąsiad powiedział, że jak mu upiekę dobre ciasto albo się z nim prześpię zrobi wszystko, no i zrobił
mąż zdziwiony pyta się:
- to jakie ciasto mu upiekłaś
oburzona żona na to:
- a co ja cukiernik jestem
[img]http://img123.imageshack.us/img123/8579/11222ss8.gif[/img]
[url=http://www.polskajazda.pl/Motocykle/Yamaha/TDR_125/72844][img]http://img132.imageshack.us/img132/4029/dra.png[/img][/url]
Ujeżdżanie nowego rumaka ;)
[url=http://www.polskajazda.pl/Motocykle/Yamaha/TDR_125/72844][img]http://img132.imageshack.us/img132/4029/dra.png[/img][/url]
Ujeżdżanie nowego rumaka ;)
-
jarekstryszawa
Maria Kaczyńska wyjechała na weekend.
Prezydent nie miał co do gęby włożyć, więc zabrał dwóch ochraniarzy BOR-u
i wybrał się do restauracji.
- Co pan poleca - pyta kelnera.
- Dzisiaj mamy wyśmienitą zupę z żółwia - odpowiada kelner.
Prezydent zamówił polecaną zulę, czeka 30 min, 40 , 50
Zniecierpliwiony wysyła BOR-owika do kuchni.
Ten wchodzi i pyta - co tak długo z tą zupą ?
Widzi, że kucharz trzyma żółwia
i macha mu nożem przy skorupie chcąc uciąć łeb.
Ale co ciachnie to żółw chowa głowę do skorupy.
BOR-owik na to - pomogę panu.
Przytrzymał skorupę wielką łapą, wsadził żółwiowi palec w dupę.
Żółw wytrzeszczył gały i wyciągnął prężnie szyję a kucharz obciął mu łeb.
Zachwycony kocharz pyta BOR-owika - ależ to było świetne,
skąd zna pan taką sztuczkę ?
BOR-owik na to - Widzi pan naszego prezydenta ?
Szyi nie ma a krawaty nosi !
Prezydent nie miał co do gęby włożyć, więc zabrał dwóch ochraniarzy BOR-u
i wybrał się do restauracji.
- Co pan poleca - pyta kelnera.
- Dzisiaj mamy wyśmienitą zupę z żółwia - odpowiada kelner.
Prezydent zamówił polecaną zulę, czeka 30 min, 40 , 50
Zniecierpliwiony wysyła BOR-owika do kuchni.
Ten wchodzi i pyta - co tak długo z tą zupą ?
Widzi, że kucharz trzyma żółwia
i macha mu nożem przy skorupie chcąc uciąć łeb.
Ale co ciachnie to żółw chowa głowę do skorupy.
BOR-owik na to - pomogę panu.
Przytrzymał skorupę wielką łapą, wsadził żółwiowi palec w dupę.
Żółw wytrzeszczył gały i wyciągnął prężnie szyję a kucharz obciął mu łeb.
Zachwycony kocharz pyta BOR-owika - ależ to było świetne,
skąd zna pan taką sztuczkę ?
BOR-owik na to - Widzi pan naszego prezydenta ?
Szyi nie ma a krawaty nosi !
-
sasza
- Zwykły forumowicz
- Posty: 326
- Rejestracja: sobota, 28 lipca 2007, 13:44
- Motocykl: Kawasaki ZX-6R Ninja 07'
- Lokalizacja: Zamość
- Kontakt:
Przy jednej z uliczek warszawskiej Starówki straszliwy Bazyliszek, ciemną
nocą złapał posła na Sejm RP i studencinę z UW.
- Aaaaaaa!!!! - ryknął - Jednego z was muszę zjeść. Ale żeby było
sprawiedliwie dam wam zadanie. Widzicie Pałac Kultury? Macie pobiec co sił
tam i z powrotem. Tego, który przybiegnie ostatni zjem.
Ustawił wystraszonych na środku ulicy, machnął ogonem i wystartowali. Po
godzinie przybiega zdyszany poseł.
- A gdzie student? - pyta smok
- Powiedział - dyszy ciężko parlamentarzysta - że on to pier...li i poszedł
do domu.
Nad rzeką, obok farmy siedzi krowa i pali trawkę. Podpływa do niej bóbr, wychodzi na brzeg i pyta:
- Te, krowa, co robisz?
- Aaaa, widzisz bóbr, jaram i jest OK.
- Daj trochę, jeszcze nigdy nie kurzyłem...
- Jasne! Ciągnij macha bracie!
Bóbr wciągnął dym i od razu go wypuścił. Na to krowa:
- Stary, nie taaak! Patrz: ciągniesz macha i trzymasz go w płucach dłuższą chwilę. Zresztą - wiesz co? W tym czasie jak wciągniesz, przepłyń się kawałek pod wodą w dół rzeki, wróć tu i wtedy wypuść powietrze. I mówię ci będzie OK.
Jak uradzili tak zrobili. Bóbr się zaciągnął, płynie pod wodą, ale już po kilku chwilach zrobiło mu się happy. Wyszedł na brzeg po drugiej stronie rzeki, walnął się na trawę i orbituje. Podchodzi do niego hipopotam i pyta:
- Te bóbr, co robisz?
- Aaaa, widzisz hipciu, fazuję sobie troszke...
- Daj trochę stuffu, ja też chcę.
- Podpłyń na drugi brzeg do krowy - ona ci da.
Hipopotam podpłynął w górę rzeki, wychodzi na brzeg, a krowa wywaliła gały i krzyczy:
- Bóbr, k..wa, WYPUŚĆ POWIETRZE!
nocą złapał posła na Sejm RP i studencinę z UW.
- Aaaaaaa!!!! - ryknął - Jednego z was muszę zjeść. Ale żeby było
sprawiedliwie dam wam zadanie. Widzicie Pałac Kultury? Macie pobiec co sił
tam i z powrotem. Tego, który przybiegnie ostatni zjem.
Ustawił wystraszonych na środku ulicy, machnął ogonem i wystartowali. Po
godzinie przybiega zdyszany poseł.
- A gdzie student? - pyta smok
- Powiedział - dyszy ciężko parlamentarzysta - że on to pier...li i poszedł
do domu.
Nad rzeką, obok farmy siedzi krowa i pali trawkę. Podpływa do niej bóbr, wychodzi na brzeg i pyta:
- Te, krowa, co robisz?
- Aaaa, widzisz bóbr, jaram i jest OK.
- Daj trochę, jeszcze nigdy nie kurzyłem...
- Jasne! Ciągnij macha bracie!
Bóbr wciągnął dym i od razu go wypuścił. Na to krowa:
- Stary, nie taaak! Patrz: ciągniesz macha i trzymasz go w płucach dłuższą chwilę. Zresztą - wiesz co? W tym czasie jak wciągniesz, przepłyń się kawałek pod wodą w dół rzeki, wróć tu i wtedy wypuść powietrze. I mówię ci będzie OK.
Jak uradzili tak zrobili. Bóbr się zaciągnął, płynie pod wodą, ale już po kilku chwilach zrobiło mu się happy. Wyszedł na brzeg po drugiej stronie rzeki, walnął się na trawę i orbituje. Podchodzi do niego hipopotam i pyta:
- Te bóbr, co robisz?
- Aaaa, widzisz hipciu, fazuję sobie troszke...
- Daj trochę stuffu, ja też chcę.
- Podpłyń na drugi brzeg do krowy - ona ci da.
Hipopotam podpłynął w górę rzeki, wychodzi na brzeg, a krowa wywaliła gały i krzyczy:
- Bóbr, k..wa, WYPUŚĆ POWIETRZE!
nie ma rzeczy niemożliwych - są łatwe, trudne i bardzo trudne
[img]http://www.mojekawasaki.pl/images/mojakawa/zx6r.gif[/img]
[img]http://www.mojekawasaki.pl/images/mojakawa/zx6r.gif[/img]
-
wojtekzx6r
> Porwanie samolotu w Rosji
Poniedziałek
>> Porwaliśmy samolot na lotnisku w Moskwie, pasażerowie jako zakładnicy.
>> Żądamy miliona dolarów i lotu do Meksyku.
Wtorek.
>> Czekamy na reakcję władz. Napiliśmy się z pilotami. Pasażerowie
> wyciągnęli
>> zapasy. Napiliśmy się z pasażerami. Piloci napili się z pasażerami.
Środa
>> Przyjechał mediator. Przywiózł wódkę. Napiliśmy się z mediatorem,
> pilotami
>> i pasażerami. Mediator prosił, żebyśmy wypuścili połowę pasażerów.
>> Wypuściliśmy, a co tam.
Czwartek
>> Pasażerowie wrócili z zapasami wódki. Balanga do rana. Wypuściliśmy drugą
>> połowę pasażerów i pilotów.
Piątek
>> Druga połowa pasażerów i piloci wrócili z gorzałą. Przyprowadzili masę
>> znajomych. Impreza do rana.
Sobota
>> Do samolotu wpadł SPECNAZ. Z wódką. Balanga do poniedziałku.
Poniedziałek
>> Do samolotu pakują się coraz to nowi ludzie z gorzałą. Jest milicja, są
>> desantowcy, strażacy, nawet jacyś marynarze.
Wtorek
>> Nie mamy sił. Chcemy się poddać i uwolnić samolot. SPECNAZ się nie
> zgadza.
>> Do pilotów przyleciała na imprezę rodzina z Władywostoku. Z wódką.
Środa
>> Pertraktujemy. Pasażerowie zgadzają się nas wypuścić, jeśli załatwimy
>> wódkę.
Poniedziałek
>> Porwaliśmy samolot na lotnisku w Moskwie, pasażerowie jako zakładnicy.
>> Żądamy miliona dolarów i lotu do Meksyku.
Wtorek.
>> Czekamy na reakcję władz. Napiliśmy się z pilotami. Pasażerowie
> wyciągnęli
>> zapasy. Napiliśmy się z pasażerami. Piloci napili się z pasażerami.
Środa
>> Przyjechał mediator. Przywiózł wódkę. Napiliśmy się z mediatorem,
> pilotami
>> i pasażerami. Mediator prosił, żebyśmy wypuścili połowę pasażerów.
>> Wypuściliśmy, a co tam.
Czwartek
>> Pasażerowie wrócili z zapasami wódki. Balanga do rana. Wypuściliśmy drugą
>> połowę pasażerów i pilotów.
Piątek
>> Druga połowa pasażerów i piloci wrócili z gorzałą. Przyprowadzili masę
>> znajomych. Impreza do rana.
Sobota
>> Do samolotu wpadł SPECNAZ. Z wódką. Balanga do poniedziałku.
Poniedziałek
>> Do samolotu pakują się coraz to nowi ludzie z gorzałą. Jest milicja, są
>> desantowcy, strażacy, nawet jacyś marynarze.
Wtorek
>> Nie mamy sił. Chcemy się poddać i uwolnić samolot. SPECNAZ się nie
> zgadza.
>> Do pilotów przyleciała na imprezę rodzina z Władywostoku. Z wódką.
Środa
>> Pertraktujemy. Pasażerowie zgadzają się nas wypuścić, jeśli załatwimy
>> wódkę.
-
Basia
Rynek dużego miasta. Jakieś występy. Gdzieś z tyłu pośród stojących widzów rozlega się nagle:
– Hej, kolego!
Nieco dalej ktoś odwraca głowę.
– Kto, ja?
– Tak, ty…
– Nie jesteśmy na „ty”!
– O, sorry, kolego.
– Nie jestem twoim kolegą!
– Słuchaj, przyjacielu.
– Ani przyjacielem!
– Posłuchaj mnie, gościu…
– Nie jestem żadnym „gościem”!
– No to jak mam…
– „Proszę pana”…
– OK, więc proszę…
– … „szanownego”.
– Dobra, k…, a więc proszę szanownego pana…
– Dobrze, dobrze…
– Czy szanowny pan widzi tamtego małego szczyla?
– Tego, który wsiada na motor?
– Tak, właśnie tego.
– Widzę.
– No więc chciałem powiedzieć, kiedy byliśmy jeszcze przy „kolego” – on akurat op…dalał wielce szanownemu panu kieszenie i torbę. Nie ma za co!
Na wykładach, starszy już profesor mówi do studentów:
- Za moich czasów nieobecność na zajęciach mogła być usprawiedliwiona tylko w dwóch przypadkach: gdy umarł ktoś z rodziny lub choroba udokumentowana zwolnieniem lekarskim.
Z konca sali dobiega głos:
- Panie profesorze, a jeżeli ktoś jest skrajnie wyczerpany seksem?
Cała sala wybucha śmiechem, a profesor po krótkim namyśle mówi:
- W twoim przypadku, to możesz po prostu pisać drugą ręką.
– Hej, kolego!
Nieco dalej ktoś odwraca głowę.
– Kto, ja?
– Tak, ty…
– Nie jesteśmy na „ty”!
– O, sorry, kolego.
– Nie jestem twoim kolegą!
– Słuchaj, przyjacielu.
– Ani przyjacielem!
– Posłuchaj mnie, gościu…
– Nie jestem żadnym „gościem”!
– No to jak mam…
– „Proszę pana”…
– OK, więc proszę…
– … „szanownego”.
– Dobra, k…, a więc proszę szanownego pana…
– Dobrze, dobrze…
– Czy szanowny pan widzi tamtego małego szczyla?
– Tego, który wsiada na motor?
– Tak, właśnie tego.
– Widzę.
– No więc chciałem powiedzieć, kiedy byliśmy jeszcze przy „kolego” – on akurat op…dalał wielce szanownemu panu kieszenie i torbę. Nie ma za co!
Na wykładach, starszy już profesor mówi do studentów:
- Za moich czasów nieobecność na zajęciach mogła być usprawiedliwiona tylko w dwóch przypadkach: gdy umarł ktoś z rodziny lub choroba udokumentowana zwolnieniem lekarskim.
Z konca sali dobiega głos:
- Panie profesorze, a jeżeli ktoś jest skrajnie wyczerpany seksem?
Cała sala wybucha śmiechem, a profesor po krótkim namyśle mówi:
- W twoim przypadku, to możesz po prostu pisać drugą ręką.
-
Simon87
http://pl.youtube.com/watch?v=0_Y36ef6dRU
chyba jeszcze tego tu nie bylo ; )
p.s maja ludzie fantazje:P
chyba jeszcze tego tu nie bylo ; )
p.s maja ludzie fantazje:P
-
wally
Myśli Stefanka tak często krążyły wokół seksu, że rodzice postanowili go wysłać na wieś, aby ochłonął. Chłopak zły, bo we wsi tylko starcy, żadnego ciałka do pukania. Kiedy więc tylko dostrzegł samotnie pasącego się kozła, wiele nie myśląc opuścił spodnie, złapał go za rogi i z radością zapakował .....
Wystraszony kozioł przeraźliwie becząc rzucił się przez wieś do ucieczki, ze Stefankiem na dupie.
Jeden z dwóch staruszków siedzących na ganku jednego z domów powiada do drugiego:
- Co za cholerna młodzież. Biedne to, że dupa goła, a jakimi motorami jeżdżą ... !!!
Wystraszony kozioł przeraźliwie becząc rzucił się przez wieś do ucieczki, ze Stefankiem na dupie.
Jeden z dwóch staruszków siedzących na ganku jednego z domów powiada do drugiego:
- Co za cholerna młodzież. Biedne to, że dupa goła, a jakimi motorami jeżdżą ... !!!

