Strona 1 z 1

niderlandy 2009r.

: środa, 4 listopada 2009, 00:47
autor: ksenon
Trochę już minęło od mojego powroty z ziem niderlandzkich, ale teraz ma czas chęci i chyba wenę do pisania. Miałem dużo obaw co do wyjazdy a szczególnie obawiałem się że pogoda dopisze mi jak zawsze (czyli deszcz, śnieżyce itp.), ponieważ wyjazd był 20 września a powrót planowy gdzieś pod koniec października. Zebrałem się sam w sobie, później pakowanie na osiołka (XTZ 750) bagaży w dniu 19.09.2009,próbowałem zasnąć o 20:00 ale jakoś nie mogłem, zaspałem około 23:00. Pobudka o 00:30, przez gardło też mi nic nie przechodziło zjadłem małą kanapeczkę z dżemem i herbatką. Załadowałem 2 kg bananów do sakwy(niezbędne wyposażenie jak jadę gdzieś dalej) i dużą ilość słodyczy i parę kanapek. Ostatnie programowanie GPS’a ,ciemno jak w dupie murzyna, temperatura 5 C°, w lesie było słychać ryk byków , może i jakaś sarenka była zadowolona ale mi osobiści jakoś się to nie spodobało(wszystkie sceny z horrorów się przypominają), no ale takie zalety mieszkania w buszu wiejskim. Patrzę na zegarek 1:00 w nocy (20.09.2009), jadę w stronę Holandii , 1400 km w jedną stronę, w jeden dzień. I na samym starcie to w Lubaczowie musiała mnie pożegnać policja, ciekawe, czy oni wiedzieli że ja wyjeżdżam, ale mimo że wolno nie jechałem nie zatrzymali mnie do kontroli. Kieruje się w stronę Rzeszowa, nie jadę szybko(100/110km/h) noc trochę mgły, no i oczywiście parę fotoradarów zrobiło duży błysk. Droga do Tarnowa minęła dość szybko mimo remontów, brak ruchu spowodowany tym że normalni ludzie śpią był miłą niespodzianką dla mnie. Z racji dużego baku pierwsze tankowanie zaplanowałem sobie za Krakowem. Gdy minąłem Kraków przywitały mnie bramki opłat. Jakieś 30 min straciłem na bramce, jadą w wszystkich częściach kombinezonu, plus przeciwdeszczowy(od mgły i nocnej wilgoci), z dwóch parach rękawic, trochę czasu mi zajęło dostać się do kieszeni w spodniach. Udało się jadę dalej, zajeżdżam do pierwszej stacji za bramkami żeby zatankować. Zamawiam ciepłą czekoladkę, przygotowałem kasę na kolejne bramki bo nie miałem ochoty znowu się rozbierać 0.5 godz. Piją tą czekoladę myślę nieźle mnie pojebało. Jestem pod Wrocławiem na parkingu, ściągając przeciw deszczówkę zobaczyłem że lewy wydech coś jest za nisko, okazało się że mocowanie wydechu puściło, szubko linką przymocowałem żeby śmiesznie nie wyglądało z tyłu i w drogę. Gdy pojawiło się słońce prędkość zwiększyła się do 120/130km/h, a później to się nawet motocykliści pojawili. Jadą w stronę przejścia w Olszynie widzę że tablic rejestracyjnych na niemieckich numerach jest coraz więcej a czasami nawet więcej nić polskich. Ostatnia stacja benzynowa na polskiej stronie, ostatnie tankowanie, patrzę a nawigacja się nie ładuje, okazało że bezpiecznik gniazda zapalniczki się spalił, szybka wymiana i w drogę. Na granicy jeszcze wymiana resztek złotówek na euro i dzida. Polacy trochę się krzywo patrzyli na mnie, i nie wiem dlaczego bo wyglądałem całkiem przyzwoito, a może dlatego że każdy sądzi że sezon się skończył. Kieruje się na Berlin. Zatrzymuje się już co 200 km żeby zatankować i coś zjeść i dać odpocząć swojemu organizmowi. Mijam Magdeburg, coraz więcej polskich tablic rejestracyjnych. Kieruje się na Hannover. Zaczyna się robić zator na autostradzie, jadę jeszcze chwile 80km/h i widzę korek. Stoję jakieś 2 min w korku i stwierdzam że pi... nie będę stał, prawy(awaryjny pas) i dzida. Patrzę a motocykle stoją w korku :szok: , w dupie to mam , jak mnie policja zatrzyma to wtedy będę się martwił. Po chwili patrzę, trochę motocykli też wjeżdża na awaryjny pas i jedzie za mną, po dłuższej chwili zebrała się całkiem niezła ekipa (sam weteran(może bardzie zabytki, bo to dziwne maszyny były), szlifiera i choppero podobne). Korek się skończył a oni jak by wystrzelili zostawiają mnie w tyle. Zaskoczyło mnie jak tymi zabytkami gonili po 130/140 km/h. podłodze spotkałem dużo bmw z serii GS, no i jeszcze gość w Magdegurgu jechał na Africe twin RD07A. Po zrobieniu 1000 km byłem już zmęczony. Zjechałem na parking i na ławce przespałem się pół godziny, nasmarowałem łańcuch i w drogę. Jechało już się ch... kiedy człowiek jest zmęczony. Po jakiś 30 km szybko odżyłem i pomyślałem nie ma co oszczędzać na paliwie, trzeba pi.... Ze 130/140 km/h przeszedłem na 160 km/h w porywach 180 km/h, lewy pas i tylko mrugałem światłami żeby mi zjeżdżali. Po drodze oczywiście były długie rozmowy z niemieckim motocyklistami na stacjach benzynowych , ale nikt nie jechał w moją stronę . I tak przez Bremmen , Oldenburg, dojechałem do Aschendorfu(20 km od Holandii ), do miejsca zamieszkania mojego brata, o godzinie 20:00 i miałem dosyć jazdy motocyklem po całym dniu, po raz pierwszy raz w życiu.

Na drugi dzień dochodziłem do siebie, po 3 dniach poszukiwać zacząłem pracować żeby mieć za co wrócić. W weekendy jeździłem do Holandii . Ciekawy kraj z dużą ilością kanałów, małą ilością górek i zakrętów i betonowymi drogami polnymi. Po raz pierwszy zobaczyłem nową tenere(xt660z) na żywo. Trochę żałuje że nie robiłem zdjęć , ale to co zobaczyły moje oczy to tego nikt mi nie odbierze.

Sytuacja pogodowa w Polsce robi się nie ciekawa , a w Holandii i Niemczech robiła się druga wiosna. No ale i w Polsce się polepszyło. Zdecydowałem że najrozsądniej będzie wracać w dwa lub trzy dni. I tak zdecydowałem że najlepiej będzie jak wyjadę 20 października w stronę polski, gdyż prognozy na tę datę były najlepsze. Dzień wcześniej dolałem oleju i spakowałem się. Pobudka o 6:00, ładuje wszystko na motocykl, Niemcy SA w szoku że ja jadę motocyklem o tej porze do Polski. Włączam nawigacje a tu zonk, znowu spalił się bezpiecznik, szybka wymiana i wyjazd o 8:00. Zapowiadało się całkiem nieźle i też tak było do granicy niemiecko-polskiej, było słońce, ale rano temp. Wynosiła około -3 i dopiero za Berlinem poczułem że zrobiło się cieplej. Po drodze mija tylko dwa motocykle(varadero, gpz500s). Jadę powoli 120/130km/h, często się zatrzymując, około 15:00 przekraczam granicę. Pierwsze co mnie wita to ta parszywa droga, a tak już się przyzwyczaiłem do tył gładkich asfalcików. Miałem nocować gdzieś na granicy ale myślę, może dojadę do Wrocławia do znajomych. Kiedy zostawiłem za sobą całą infrastrukturę przy graniczną pogoda zaczęła się pi...(delikatnie mówią). Oznaczenia stacji fatalne, znaki pokazują że stacja za ileś km a później się okazuje że trzeba zjechać w bok i jechać do jakiejś miejscowości zatankować, brak przy drodze jakiś hotelików żeby przenocować. Jakiś obywatel Rumuni pomaga mi ubrać kombinezon przeciwdeszczowy, bo żaden polak nie wpadł na pomysł że mogę potrzebować pomocy, a może dlatego że ich o to nie prosiłem. Dojeżdżam do Legnicy, jest już ciemno, ale widzę znak „hotel 2 km”, nareszcie ! szybka kolacja i zapadam w sen. Drugiego dnia pozbierałem się do 10:00 i w drogę, wilgotno, około 8 C°, pochmurno, czasami coś chlapało. Drogi mija mi dość przyjemnie, chmury powoli znikają, i postanowiłem dojechać tego dnia do domu. Między Wrocławiem a Opolem kiedy zrobił się mały korek i zatrzymałem się w korku(zawsze to chwila odpoczynku, a nie chciałem już jechać na tzn. chama) i słyszę ogromny pisk opon, patrzę w lusterko i widzę dym z opon, gdy odwróciłem głowę zobaczyłem że dziadek ledwo co wyhamował przed moją dupą. I wtedy stwierdziłem że więcej się nie zatrzymuje, no i zacząłem się przepychać na chama przez korek. Jak już dotarłem do Krakowa poczułem małą ulgę że jeszcze troszkę i będę w domu. Za Tarnowem (jak większości wiadomo) trwają wielki remonty aż do Łańcuta, mijają jedną całą kolumnę aut stojących w korku widzę w oddali stojący motocykl, patrzę i nie wierzę , na holenderskich blachach. To była stara xj900, która nie budziła mojego zaufania, no ale ona raczej wiedziała na czym jedzie. Pokazuje mu żeby jechał za mną, bo nie wypada żeby stał w korku. I tak jedziemy chwile, musieliśmy się zatrzymać bo był wprowadzony ruch wahadłowy. Z krótkiej rozmowy wyszło że jedzie do Kijowa, a dzisiaj nocuje w Rzeszowie, on też był zaskoczony kiedy mu powiedziałem że wracam z jego stron. W Rzeszowie rozstaliśmy się i każdy pojechał w swoim kierunku. W Łańcucie zaczęło się robić już ciemno, w Przeworsku jak ruszałem złapałem mocny uślizg i wtedy zrozumiałem jaka jest ślizgawica i trzeba delikatnie odkręcać manetkę. Do domu dojechałem gdzieś po 19:00. Następnego dnia byłem wykończony.

I tak łącznie zrobiłem 3200 km

Oto kilka zdjęć z Holandii i z imprezy motorowej w Stadkanaal.


http://picasaweb.google.pl/ksenonXTZ/Ne ... directlink

: środa, 4 listopada 2009, 07:13
autor: Stirlitz
chylę czoła Ksenon, odważna wyprawa jak na te warunki pogodowe.

: środa, 4 listopada 2009, 09:13
autor: Bohun
A mieliśmy jechać razem w czerwcu. Respect bo sam się nie odważyłem wtedy :)

: środa, 4 listopada 2009, 09:29
autor: KAMILOO
I to jest temat! :thumleft: :thumleft: :thumleft: Szacunek :D

: środa, 4 listopada 2009, 17:45
autor: Żaba
Ksenon, ile zrobiłeś km w drodze do Holandii?

: środa, 4 listopada 2009, 18:16
autor: LUKASZ
Podziwiam ...
W tym roku planowałem wyjazd w taką trasę
http://maps.google.pl/maps?f=d&source=s ... e=UTF8&z=6
i wyszło ,ale puszką.
W następnym sezonie planuje to powtórzyć motorem.

: środa, 4 listopada 2009, 19:14
autor: ksenon
Żaba pisze:Ksenon, ile zrobiłeś km w drodze do Holandii?
1400 km / jeden dzień

: czwartek, 5 listopada 2009, 17:35
autor: joguś
Fajna wyprawa ksenon...no i szacun za dzienne przebiegi,moje 900km blednie przy twoich 1400 :wink:

: czwartek, 5 listopada 2009, 19:29
autor: Fido
No respekt.
Wyjeżdżałem kilka dni po tobie i wracałem kilka dni po tobie ale puszką.
Masz jaja,nie powiem.

Z tego co wiem i widziałem to żaden z niemców nie jedzie podczas korków pasem awaryjnym.
Może trafiłeś na wyjątek lub po prostu pojechali za tobą.
Przeważnie przeciskają się powoli miedzy prawym a lewym pasem.
Podejrzewam że za jazdę pasem awaryjnym są wysokie grzywny.

PS.Dużo zioła nawiozłeś ?
popróbowałby orginału :wink:

: czwartek, 5 listopada 2009, 20:05
autor: cykuś
Fido 1400 km w jeden dzień to bez zioła nie dał by rady wyjarał wszystko przez drogę ,kolegom to nic nie przywiózł :evil:

Re: niderlandy 2009

: czwartek, 15 lipca 2010, 11:37
autor: Yossa
Fajnie, fajnie...... Mi wypad moim osiołkiem zajął 2 dni :D
Fotki też fajne ale nie moje strony trochę, chociaż muszę się pochwalić , że ostatnio wyszedł mi wypad do Francji :)
A nie wybierasz się czasem w te strony? Nie mam z kim polatać :(
Pozdrawiam!!!