Teraz jest poniedziałek, 28 maja 2018, 09:08
Full Width Fixed Width




Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: śp. Stanisław Wolak
PostNapisane: środa, 30 grudnia 2009, 19:58 
Offline
Zwykły forumowicz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 17 maja 2007, 11:12
Posty: 194
Lokalizacja: Werbkowice
Motocykl: BMW R 80 RT z wb, WFM, Simson SR2
Tym, którzy nie czytali numeru „Świata Motocykli”, w którym ukazał się poniższy tekst i tym, którzy znają Roberta, prezesa Moto Rubieży, polecam poniższy tekst o Jego Ojcu:

S e r c e MOTOCYKLISTY

To niedorzeczne twierdzić, że ludzi, których zabrakło, nie ma wśród nas. Oni muszą być. Oni są. W inny sposób niż my jesteśmy, ale jednak są. I dlatego należy się Im co najmniej pamięć. Jeśli o Nich nie zapomnimy, możemy być pewni, że w drodze na Niebieskie Autostrady, gdy damy znak, zjadą na pobocze, by udzielić nam pomocy. Niech te słowa staną się hołdem oddanym jednemu z Nich.

Nadszedł kolejny pochmurny dzień. Chłodny, silny wiatr i mżawka nie zachęcają do przejażdżek. Ale cóż począć, gdy bak pełen benzyny jak mało kiedy, a głód jazdy uniemożliwia normalne myślenie. Trzeba jechać. Woń wysłużonych, wkładanych szybko skór, pobudza wyobraźnię. Lekko przyspieszone tętno, a pod sercem radosne skurcze żołądka. I tak jest od lat, za każdym razem. Wychodzę z domu, otwieram ciemny garaż. Jednym ruchem kciuka budzę do życia sto kilkadziesiąt kilogramów metalu. Powoli wytaczamy się na zewnątrz. Jedynka, dwójka… szóstka. To, co w takiej chwili dzieje się w mojej głowie, jest doskonałym dowodem na to, że ważność wszystkiego, co powinno się uznawać za ważne, jest względna, bowiem w takim momencie niewielu sprawom przypisałbym miano ważności.
Jadę w stronę granicy polsko – ukraińskiej. W okolicach Hrubieszowa dostrzegam daleko przed sobą pojedyncze blade światło jednośladu. Mijamy się, wyczuwam przewspaniałą woń spalin silnika dwusuwowego, WSK – i trójki. Woń tę, podobnie jak zapach koni, również zaliczyłbym do tak zwanych historycznych. Podobnie jak po ułanach zostały tylko ślady podków, tak i po warkocie wuesek czy wuefemek pozostanie jedynie echo.
Wjeżdżam do Hrubieszowa, niewielkiego miasta nad Huczwą. To tutaj kilkadziesiąt lat temu sportowy klub „Unia” miał swoją motocyklową sekcję. Gdyby nie jeden z jego członków, którego znałem osobiście, pewnie nigdy bym się o tym nie dowiedział. Tą osobą był Stanisław Wolak. Gdy zaczynam go wspominać, od razu przed oczami mam jego twarz i słyszę zajmujące motocyklowe opowieści. Przeważająca część jego życia przypadała na tak zwaną Epokę Kamienia Kradzionego, czyli PRL. Komuna nie ułatwiała egzystencji nikomu, motocyklistom również. Pierwsze pojedyncze egzemplarze motocykli japońskich, sprowadzone prywatnie, pojawiły się w kraju w latach 80. Zmagano się więc z maszynami rodzimej produkcji lub pochodzącymi z bratnich krajów socjalistycznych. Zmotoryzowani członkowie wspomnianego przeze mnie klubu nie tracili ducha. W warsztatach powstało wiele pomysłowych, ulepszonych konstrukcji.
Wyjeżdżam z miasta. Mijam most. Z pozoru jest to zwyczajna paskudna sowiecka budowla o wysokich na kilka metrów i szerokich na około pięćdziesiąt centymetrów, łukowatych poręczach z betonu. Z nimi związana jest pewna historia. Stanisław Wolak z kolegą postanowili przejechać po nich motocyklami. W przypadku pierwszego kaskadera, motocykl zgasł na szczycie poręczy i jazda zakończyła się w rzece. Za drugim podejściem wszystko szło pomyślnie. Wyczyn wzbudził sensację wśród pasażerów zatrzymanego przez kierowcę, przepełnionego autobusu PKS. Jeden z nich udokumentował nawet to niecodzienne zdarzenie. Był nim służący narodowi milicjant.
Kilka kilometrów za mostem skręcam w lewo na Moroczyn. Mijam ruiny pałacu. Przed Dziekanowem przejeżdżam powoli po resztkach linii wąskotorowej. Sporo już lat minęło od chwili, gdy przetoczył się tamtędy ostatni parowóz. Swego czasu Stanisław Wolak był związany z koleją. Jednego wieczoru opowiadał mi, że zdarzyło mu się pełnić swoje obowiązki przez 36 godzin bez przerwy. Po skończonej pracy wsiadł na swojego Junaka i ruszył w stronę domu. Było już ciemno. Zmęczenie i jednostajny odgłos silnika zrobiły swoje – obudził się na ziemi.
Gdy jechałem powolutku wiejskimi highwayami przypomniały mi się czasy, gdy ujeżdżałem najwspanialszy motocykl na świecie, czyli Simsona Awo. Często moja maszyna stawała się iskrą rozniecającą napływ płomiennych wspomnień przypadkowo napotkanych ludzi, którzy pamiętali czasy, w których motocykle tego typu królowały na polskich drogach. Słuchając ich, ogromnie żałowałem, że nie dane było mi z racji młodego wieku, obcować na co dzień z perełkami typu wuelek, przedwojennych Niemców czy Anglików. Stanisław Wolak przez długi czas dosiadał WLA swojego kolegi. Mógł go kupić za grosze i potem bardzo żałował, że tego nie zrobił. Jeździł wtedy dwusuwowym Zündappem 200 z 1932 roku. Przy okazji rozmów na temat mojego Awiaka, opowiadał o swoim NSU 251 OSL z połowy lat 30. Miał do niego dwa zbiorniki paliwa, jeden do jazdy, a drugi na rajdy z przyczepionymi blachami zlotowymi. Jednak motocyklem, o którym nasłuchałem się chyba najwięcej, była Wuefemka - wierny towarzysz dalekich podróży, cierpliwie znoszący wszelkie, dokonywane na jej sercu udoskonalenia, wymiany silnika w trasie czy też długotrwałą jazdę z prędkością 90 km/h.
W pewnym okresie dziejów PRL wiele produktów niezbędnych człowiekowi do życia można było otrzymać pod warunkiem, że miało się kartki. Benzyna też była na kartki, nawet niektóre kartki były na kartki. Wiadomo, że ilość paliwa, jaka przysługiwała ze względu na rodzaj posiadanego pojazdu była niewystarczająca. Można było tradycyjnym sposobem zaopatrzyć się w nią u napotkanego na trasie kierowcy. Istniały też inne możliwości. Stanisław Wolak wykazał się pomysłowością. Przerobił swoją WFM na ropę. Realizacja pomysłu była bardzo prosta. Aby olej napędowy osiągał odpowiednią temperaturę, rurka, przez którą przepływał została poprowadzona od zbiornika paliwa do gaźnika pomiędzy żeberkami cylindra.
Obraz motocyklisty w opowieściach, jakie sobie przypominam kłóci się z tym, co obserwuję na co dzień. Z jednej strony ciche bohaterstwo, zwyczajna motocyklowa wytrwałość Stanisława Wolaka, a z drugiej nadętość i prymitywizm niektórych osób jeżdżących motocyklami.
W latach 90. w Polsce przybyło mnóstwo motocykli. Niektórzy z przekonania, inni dla szpanu, mniej lub bardziej trwale, zarazili się motocyklową pasją. Wielu wzbogaciło się i zakupiło sprzęty. W polski świat motocyklowy weszła niestety, mówiąc delikatnie, rzesza głupków. Z postawy, z wypowiedzi wielu osób mieniących się motocyklistami przebija czasem zwyczajne prostactwo. Mnie najbardziej boli, gdy trafiają się wśród nich ludzie noszący barwy klubowe. Nie da się ukryć, że robienie z siebie idioty, udawanie kogoś kim się nie jest, stało się popularne i uważane za mądre nie tylko w naszym środowisku. W końcu to wszystko tworzą tylko ludzie.
Swoją drogą uważam i pocieszam się tym, że człowiek, który nie zabiega o to, aby być znanym i cenionym motonitą, posiada dar odróżniania Motocyklisty od motocyklisty. I takich ludzi, co tu się zamartwiać, jest sporo! Są to ci, którzy już swoje przejechali i mają wspaniałe wspomnienia.
Z głową pełną zawiłych filozofujących myśli powoli dobijam do portu. W garażu rozlega się echo pracującego silnika. Ostatnie suwy tłoków i cisza. Cisza przerywana jedynie cykaniem gorącego metalu, przesycona zapachem rozgrzanego motoru…

*

Było upalne lipcowe południe 2002 roku. Siedząc w dusznym, drewnianym garażu, zmagałem się z awarią iskrownika w WFM - ce. Gdy już prawie wszystko było gotowe, ułamał się bolec na płytce pod przerywaczem. Nie miałem drugiej płytki. Postanowiłem pójść po tę część do Pana Stanisława. Droga nie była długa, w prostej linii przez tory jakieś 300 m. Poszedłem. Powitanie, uścisk ręki, wstępne wyjaśnienie sprawy. Wchodzimy do jednego z garaży. Szukamy pożądanej części. Przy okazji wśród mnóstwa szpargałów znajdujemy gaźnik z filtrem powietrza od WFM, a w głębi szopy trzy silniki do tego motocykla. Pan Stanisław mówi, że jeden z nich wykorzysta przy budowie małego ciągniczka. Obok stoi Jawa 350 sprzed czterdziestu lat, a nieco dalej Junak M 10. Rozmawiając o motocyklach, przechodzimy do drugiego garażu. W białej misce znajdujemy płytkę. Pan Stanisław nie chce, bym mu płacił. Ja dziękuję i wracam zadowolony do domu, by uruchomić WFM – kę.
Takie było moje ostatnie dłuższe spotkanie z tym Motocyklistą.

*

Celem, jaki przyświecał mi przy pisaniu tego tekstu, nie była chęć mitologizowania wyżej opisanej postaci. Pomnikowe osobowości, w dobrej lub złej wierze wykreowane na bohaterów, zawsze wydawały mi się nierzeczywiste. Stanisław Wolak był jak najbardziej realny. Mimo iż znałem i ceniłem go przede wszystkim jako motocyklistę, to dostrzegałem w nim zwyczajnego człowieka. Był przecież na co dzień dobrym mężem, ojcem, dziadkiem. Byłoby nieuczciwością z mojej strony kreślić jego sylwetkę w taki sposób, który on sam na pewno by zganił. Nigdy nie pozował na gieroja, nie wywyższał się. Ze mną, wówczas bardzo młodym chłopakiem, na tematy motocyklowe rozmawiał zawsze poważnie. Różnica wieku między nami nie miała żadnego znaczenia. Był sobą – autentyczny, szczery, z poczuciem humoru. I takim został zapamiętany przez ludzi. Motocyklowe oblicze jego osobowości, które podziwiałem, było po prostu odzwierciedleniem jego człowieczeństwa.
2007 r.
„Świat Motocykli” 8: 2008, s.140.


 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1 ] 


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB  © 2000, 2007 phpBB Group www.forumimages.co.uk
EkipaUsuń ciasteczka • Strefa czasowa: UTC + 1
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL